Kocie tu i teraz

Codziennie dzieje się coś interesującego: ktoś wyzdrowiał, ktoś dostał nową zabawkę, ktoś wyspał się i zaczął mruczeć w plamie słońca. Czasem dzieją się też rzeczy smutne. Stań na czterech łapach i ruszaj za Kotem Dnia w jego codzienne smutki i radości.

Wspomnienie o Arnoldzie, który miał pokłutą łapkę

To ja, Wira. Dziś był taki ładny dzień. Słońce cudownie grzało przez szyby… W taki dzień przyjemnie się leży i łapie ciepełko. I dlatego dziś zebrałam się, żeby… Bo wiecie, Arnold sporo takich dni widział. Był już dojrzałym kotem, spokojnym, miłym – tak po ludzku i po kociemu. I zasługiwał na same słoneczne dni. Dlatego wybrałam taki ładny dzień jak dziś, żeby o nim napisać. Żeby coś po nim zostało. Tak. Żeby to po nim zostało.

Arnold trafił do naszego zbiorowego domu tymczasowego tuż po mnie. Wzbudził wśród nas małą sensację, bo trafił tu z własnego domu… Wiecie – takiego, w którym mieszkał przez długi czas. Z własnymi Ludźmi. Tylko że kiedy okazało się, że Arnold jest naprawdę bardzo, bardzo chory – jego Ludzie nie chcieli z nim mieszkać. Stwierdzili, że dla Arnolda będzie lepiej, jeśli się go spokojnie wyśle za Tęczowy Most. Nie umiem tego ocenić i chyba nikt nie umie. Bo czy coś jest racją, czy nie, okazuje się dopiero po długim czasie – i też nie jest takie pewne. I Ludzie, którzy tu o nas dbają, wzięli Arnolda, żeby spróbować go wyleczyć. Za Tęczowy Most zawsze się zdąży, nie? No i Arnold z pokłutą łapką trafił do nas. Nie wiem, czy ktoś z was widział jego zdjęcia. Miał pokłute łapki, bo musiał mieć czyszczoną krew, żeby mógł dobrze kuwetować i jeść. No i dostawał też taki płyn, który go wzmacniał i zabierał ból. A Arnold rozumiał, że mu się pomaga. Wobec nas był zawsze otwarty, choć nie mógł z nami biegać. Ale lubił patrzeć. I czasem opowiadał, jak to się kiedyś bawił, kiedy jeszcze mógł. I mówił, że miał dobre życie. Był bury, pręgowany i miał zielone oczy. Bardzo mi się podobał, bo był podobny do mnie. Był też spokojny i cierpliwy. Ale wiecie… nie mógł długo tak żyć. Nawet weterynarze nie mogą wszystkiego. I Arnold odszedł za Tęczowy Most. Nasi Ludzie siedzieli przy nim do końca, głaskali go i trzymali na kolanach, a on mruczał. Jak mruczał, to znaczy, że czuł się kochany.

Nie wiem, czy napisałam to wspomnienie dobrze… Chyba raczej trochę nieudolnie. Ale zrozumcie, to bardzo trudne. A Arnolda nigdy nie zapomnę. I chciałabym, żebyście też o nim pomyśleli. Bo każdy chciałby być kochany oraz jakoś zapamiętany, prawda? Nawet kot. No i na pewno polubilibyście naszego Arnolda…. Chciałabym go znać w czasie, kiedy nic go nie bolało – i żebyście wy go wtedy widzieli.

Kiedyś powiedział, że najbardziej lubił leżeć w plamie słońca i patrzeć, jak świat się obraca. Tak właśnie powiedział. Arnold był bardzo dobry i mądry.

Arnold

Fot.: Elżbieta Krywko

Tekst: Anna Rau

Ulinek obserwuje wielki deszcz

Jejku, jaka burza! Siedzę na oknie, patrzę i w łebku zawijają mi się różne myśli… Przede wszystkim cieszę się, że mogę siedzieć w swoim ciepłym domu tymczasowym i mam suche futro, łapki, ogon… Bo koty nie boją się wody, ale żeby jakoś za nią specjalnie przepadać, to nie powiem. Oczywiście słyszałem, że niektóre podobno lubią wchodzić do ludzkich wanien i same się pchają pod krany, żeby na nie woda kapała, ale ja nigdy nie byłem z takich. Wiecie, suche i czyste futerko to komfort ciała i spokój ducha.

Jak tak patrzę na nitki deszczu, to myślę też o tych, co na Zewnątrz. Co robią te wszystkie koty i kociaki, które teraz chowają się gdzieś po jakichś okienkach piwnicznych (a i tak to prawdziwi szczęściarze), w jamkach, w załomach i niszach domów, pod krzakami. Wiem też, że niektóre koty mają takie małe domki, które im zbudowali jacyś mili Ludzie. Takie koty z domkami to też szczęściarze.

I jeszcze myślę, skąd jest tyle wody w niebie? Skąd ona się bierze – bo pada i pada. I czemu w jedne dni w ogóle nie pada, a w inne – ciągle. Albo czemu tyle wody spada nagle... Czy ta woda tam się zbiera, zbiera w jakichś wielkich wannach czy miskach, i w końcu się przelewa, i spada na świat, czyli na nas? Może to są jakieś odwrócone prysznice – tylko takie ogromne – podobne do tych, jakie mają Ludzie w łazience… No i jeszcze pozostaje sprawa, skąd się biorą te hałasy na niebie i błyski – te pioruny. Ludzie na pewno mają na to jakieś mądre ludzkie tłumaczenia, ale jakoś mi akurat nigdy o tym nie wspominali. Jak byłem bardzo małym kotkiem to też się nad tym zastanawiałem i nawet pytałem innych kotów, co to jest. Ale nikt nie wiedział. W ogóle pierwszy raz, gdy zobaczyłem burzę, niesłychanie się przestraszyłem. Schowałem się gdzieś – już nawet nie pamiętam gdzie, i nie wyszedłem póki się to nie skończyło. Sądziłem, że to może wielkie ludzkie samochody, które jakiś cudem znalazły się na niebie… Które na przykład wiatr porwał. Że to one zderzają się i wydają taki huk. Wymyśliłem też coś bardziej przyjemnego: że w obłokach mieszkają wielkie i lekkie koty. Takie niebieskie jak niebo, z białymi wąsami i uszami jak chmury. I te koty mają tam bardzo wygodnie.  Całymi dniami bawią się i skaczą w obłoku na obłok, ale jak czasem któryś coś potrąci, na przykład stos kocich miseczek, to one turlają się i obijają o siebie, i tak brzęczą. I straszą ziemskie koty. Śmiesznie to wymyśliłem, nie? Byłem taki mały i zabawny.

Ulinek obserwuje deszcz

Fot.: Klaudia Goriewa

Tekst: Anna Rau

Florek i Fotek rozmawiają o przyszłości

- Florek, słyszałeś, jak o nas opowiadałem?

- Bardzo ładnie mówiłeś. Wszystko to prawda. Jesteśmy grzeczni.

- A ty jesteś mięciutki i ciepły!

- Myślisz, że na świecie naprawdę jest dużo zwierzątek i Ludzi?

- Nie wiem, ale jak będziemy duzi, dowiemy się wszystkiego.

- I wtedy już będziemy we własnym domku?

- Na pewno. Ludzie lubią kociaki.

- Ale my wtedy już będziemy duzi…

- Ale i tak będziemy grzeczni i mięciutcy.

- I ciepli! Ale jesteś sprytny.

- To teraz będziemy spać?

- Tak. Jak się śpi, to się rośnie.

Florek i Fotek szepczą przed snem

Fot.: Dominika Bahr

Tekst: Anna Rau

Fotek dużo opowiada o sobie, choć jest bardzo malutki

Jestem Fotek i jestem malutki. Mam coś powiedzieć o sobie, żeby się ładnie pokazać Ludziom. Nie wiem, ilu jest Ludzi, bo wcale wielu nie widziałem. Nie widziałem też wielu kotków. Ludzie są mili, bo się nami opiekują. Kotki też są miłe. Są większe ode mnie i mają takie futerka, i uszka jak ja. I na Świecie są chyba też inne zwierzątka.

Jestem na świecie sam z moim braciszkiem, Florkiem. Lubię mojego braciszka, bo jest zabawny, i lubię z nim spać, bo jest cieplutki i miękki jak kocyk. Też jest malutki. Lubię się bawić jego ogonkiem.

Kocyk jest duży. I Świat jest duży, bo jest większy od kocyka. Ale ja na razie daleko nie chodzę, bo jestem malutki.

Lubię spać i jeść. I się bawić z braciszkiem, a on też lubi spać i jeść. Jesteśmy podobni do siebie. Kiedyś będziemy dużymi kotkami. Poznamy wszystkie zwierzątka. I wielu Ludzi. Będziemy chodzić po Świecie większym od kocyka, i bawić się całymi dniami. Będzie miło, tak miło, że nawet nie umiem tego powiedzieć – tak będzie.

To tyle powiem. Że jestem Fotek, i że czekamy z braciszkiem na domek. I że jesteśmy bardzo grzeczni.

Fotek, który jest naprawdę malutki

Fot.: Dominika Bahr

Tekst: Anna Rau

Chili trochę wspomina, a trochę popada w melancholię

Chciałabym być małym kociakiem. A wiecie, dlaczego? Nigdy byście się nie domyślili. Ale najpierw popatrzcie… Widzicie, co mi Ludzie powiesili? Kociak-Gigant! Taki obrazek. Gdybym była mała, na pewno wyobrażałabym sobie niesłychane rzeczy na temat tego obrazka i w ten sposób świetnie bym się bawiła. Wyobrażałabym sobie, że to mój przyjaciel do skakania, ganiania się i mocowania. Albo że to taki kot, który się mną opiekuje. Albo że nocą, gdy zasypiam, zamieniamy się miejscami, i zwiedzam świat, który jest daleko. I tak ogólnie – wyobrażałabym sobie, że świat jest koci i puchaty. Ale mam już pół roku i jestem duża. Wiem, że to tylko obrazek i choć jest zabawnie, że Ludzie go powiesili, to już nikt mnie nie przekona, że ogólnie świat jest puchaty... Choć ja nie mogę narzekać. Miałam dużo szczęścia w życiu. Poznałam miłe koty i Ludzi. I może jeszcze coś bardzo bardzo miłego mnie spotka?... I z wyobraźnią nie jest źle – bo nie myślcie, że większe koty nic sobie nie wyobrażają! Wyobrażamy sobie, co jest tam, gdzie nas nie ma, a gdzie coś tak dziwnie szeleści. Co to znaczy być kotem i Człowiekiem. Bo gdy tak na was patrzymy z dołu, to myślimy o was…Tak do was mówię, ale tak naprawdę jakaś taka melancholijna jestem… Dziwne, bo normalnie to na co dzień, albo się bawię, albo jem, śpię i obserwuję, czyli Chili na posterunku. Ale wiecie, ostatnio trochę smutnych rzeczy się sypnęło. I Pirat nadal szuka domu – choć już wydawało się, że będzie dobrze, i Księżna. I tyle tych maluchów, co czekają na domek. Albo już nie czekają... I przecież w Wielkim Świecie, gdzie teraz jest ciepło, tyle kotów ma tak sobie... I innych istot też, nie-kotów, bo przecież każdy chce być szczęśliwy i mieć dom. Będzie dobrze, prawda? Powiedzcie, że będzie dobrze i trzymajcie za nas wszystkich czekających na dom kciuki – jak wy to mówicie. I za tych innych. I jak tak wszyscy będą pozytywnie myśleć i działać, na pewno i naprawdę będzie lepiej. Tak myślę. Tylko nie wiem, czemu jestem dziś taka jakaś melancholijna.

Chili ćwiczy wyobraźnię

Fot.: Elżbieta Krywko

Tekst : Anna Rau

Edison próbuje omówić z rodzeństwem sen

- Emi, śpisz?

- Uhmmm…

- Elliot, a ty śpisz?

- Uhmmm…

- Rety, wszyscy śpią. A ja nie mogę. Elliot, a śnią ci się czasem takie różne śmieszne rzeczy? Wiesz, na przykład, że jesteś ptaszkiem.

- Uhmmm…

- Bo mi się ostatnio tak śniło. To znaczy, nie – że jestem ptaszkiem, tylko że byłem taki malutki, mniejszy od ptaszka, siedziałem na parapecie, i podleciał właśnie ptaszek – tylko był większy ode mnie – a ja wskoczyłem mu na grzbiet i fruuuuu odlecieliśmy. Emi, widziałaś takie małe szare ptaszki, prawda?

- Uhmmm…

- No, to taki podleciał. I polecieliśmy nad domem – tak śmiesznie wygląda ten nasz dom z góry, taki prostokąt, a potem nad ulicami z ludzkimi samochodami i nad innymi domami. I długo lecieliśmy, aż słońce zaszło, i ciemno się zrobiło – a ja trochę miauczałem, bo było naprawdę dziwnie. Latały nad nami te latające myszy, co to je czasem w nocy widzimy… Pamiętasz, Emi, świetne są, nie?

- Uhmmm…

- Ba, pewnie że świetne! No i takie jakby latające koty też podfruwały, tylko że to były ptaki, i w końcu, w końcu dolecieliśmy do takiej krainy, gdzie było tak ciepło, że bardzo chciałem mieć trochę mniej ciepłe futerko! Pewnie mi nie wierzycie!

- Uhmmm…

- Ha, a właśnie tak tam było… mmmm… ciepło. I wtedy… mmm… patrzę… mmm… a tam na dole pode mną taki duży… mmm…  kot, jak twój Duży, Elliot. Naprawdę… mmm… Chodził na czterech łapach, miał długi ogon i był piękny i… i trochę groźny, ale popatrzył na mnie i pomachał łapą… Jakby kazał cię pozdrowić, Elliot… Mmmm… naprawdę i wtedy… mmmm… zobaczyłem więcej Dużych… mmmm… mmmm…

- Edison, to ciekawe! I co jeszcze widziałeś w tym śnie?

- Uhmmm…

Edison, Emi i Elliot podczas rozmowy o snach

Fot. Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau

Elliot opowiada, jak odkrył Sztucznego Kota

Widzicie go? Ludzie go przynieśli. Najpierw, jak go zobaczyłem, to się trochę przestraszyłem. Bo to coś było większe ode mnie. I takie czarne. I nie ruszało się. I było takie włochate. Więc się zjeżyłem, zaprychałem i uciekłem. Ale to nie pobiegło za mną. No to zza mebla poobserwowałem go, żeby się czegoś dowiedzieć. A on tylko siedział. No to potem znów do niego podszedłem i obwąchałem. A potem pacnąłem łapką. I on się dalej nie ruszał. To obejrzałem go dokładnie z bliska. Większy ode mnie, na czterech łapkach, z trójkątnymi uszami, z wąsami, ogonem. Jakby kot, ale nie-żywy, tylko taki… taki… sztuczny. Sztuczny Kot! Nazwałem go Duży. Można się z nim fajnie bawić – łapać, skakać, podgryzać. Trochę o nim myślałem. Bo po co jest taki Sztuczny Kot? I do tego Ludziom? Mają prawdziwe koty. I siebie. A może niektórzy Ludzie nie mogą mieć kotów i wtedy taki Sztuczny Kot im pomaga nie być smutnymi? Albo w jakichś dalekich miejscach w ogóle nie ma kotów i nie może być, i tam robią takie Sztuczne Koty. Albo to pamiątka po jakimś kocie, który odszedł za Tęczowy Most? To ostatnie trochę mnie przestraszyło, bo może w takim razie nie powinienem go gryźć… Ale co będzie tak siedział i się marnował. Nie, żebym się nie miał z kim bawić. Mam siostrę Emi. I brata Edisona. Ale jak się bawimy, to gdy czasem mocniej drapnę Emi, to się obraża. A Edison z kolei wtedy gryzie mnie w ucho. To wtedy ja się obrażam. Choć właściwie mógłbym go najpierw ugryźć w ucho, a potem się obrazić. Albo ugryźć w ucho Emi i powiedzieć, że to Edison mi kazał. Ale odkąd mam Dużego, to mam najlepiej na świecie – bo mogę się bawić i z nim, i z Emi, i Edisonem. I ten Sztuczny Kot chyba też nie ma źle. Bo co innego bawić się z Ludźmi, a co innego z prawdziwym kotem, czyli mną. Pomyślałem, że jeśli mi się uda przekonać jakichś Ludzi, żeby mnie wzięli do swojego domu, to wezmę i Emi, i Edisona, i Dużego… Naprawdę poproszę tych Ludzi, żeby pozwolili mi zabrać Dużego. Sztuczny Kot też pewnie chce mieć dom.

Elliot i Duży

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau

Edgar i Erna omawiają ludzkie święta i płynące z nich możliwości

- Słuchaj, Ludzie to są zabawni. Wczoraj zrobili sobie Dzień Dziecka!

- A co to jest Dziecka?

- Dziecko to mały Ludź. Ludzik. Mały Człowiek, no.

- To takie coś istnieje?! Wszyscy Ludzie, jakich znam, są wielcy. O, popatrz – o… Tacy jak drzewa! Albo więksi!!! A jak nas biorą rękami, to te ich ręce są tylko trochę mniejsze od nas. I wszyscy tacy są!

- Nieprawda!

- A skąd wiesz?

- Mama mi powiedziała. Powiedziała, że są duzi, bo są tak zrobieni – tak ja my jesteśmy więksi od ptaszków…

- Ptaszki!!! Ptaszki są super!

- No! Ale ci duzi ludzie też mają swoje małe ludziki, jak mama miała nas. I się nimi opiekują. Bo rodzą się mali, a potem rosną – jak my.

- No dobra, to wszystko jest jasne. Ale w takim razie ja chciałbym wiedzieć, kiedy jest Dzień Kociaka. Dzień Ludzika w porządku – ale Dzień Kociaka by mnie naprawdę ucieszył.

- Nie wiem… A co byś robił w takim dniu?

- O, ho ho, co ja bym robił! Skakałbym z kanapy. Chował się za zasłoną i wyskakiwał. Złapałbym to jasne kółko, co się przesuwa po podłodze. A w przerwach sprawdzałby, czy w miseczce jest coś fajnego. No i oczywiście spałbym przy mamie.

- Ale ty to robisz codziennie! Niedawno wyskoczyłeś na mnie zza zasłony! A przy mamie – za pozwoleniem – spalibyśmy oboje!

- No, pewnie, że oboje. Wtedy przyjemniej i można się mocować, kiedy mama nie patrzy... Czekaj, a czy ludziki jakoś specjalnie spędzają ten Dzień Dziecka?

- No, na pewno dostają jakiś prezent albo coś…

- To, to! To chciałem powiedzieć, tylko zapomniałem! W Dzień Kociaka dostalibyśmy prezent: własny domek! Super byłby taki Dzień Kociaka, nie?

Erna i Edgar rozmawiają

Fot.: Dominika Bahr

Tekst: Anna Rau

Wira zaprasza na kurs mycia łapką

Ja wiem, że Ludzie muszą wchodzić do wody, żeby się myć. Bo nie mają futerek, które można by wyczesać, czy wymyć jęzorkiem, i chyba też nie mają właśnie takich idealnych jęzorków do czyszczenia, więc muszą sobie biedaki jakoś radzić. I stąd te wszystkie wanny, krany, umywalki… O tzw. kosmetykach, które w ogóle kocio nie pachną, nie wspominając. Nie powiem, bardzo lubię krany same w sobie oraz cieknące z nich strumyki wody… Można się nimi świetnie bawić. Łapką. Ostrożnie. Ale jak sobie wyobrażę, że wchodzę cała pod strumień wody… Brrr. A Ludzie muszą. Straszne. Ale któregoś razu przyszło mi do głowy, że może zwyczajnie nie wiedzą, jak prosto i łatwo umyć się łapką. Wiecie – nie znają teorii mycia. Bo może ludzkie mamy nie mają czasu uczyć małe ludziki takich rzeczy, albo może tradycja mycia zaginęła, czy coś takiego… No to ja mogłabym nauczyć i pokazać. W końcu myję się perfekcyjnie przynajmniej kilka razy dziennie – jeśli nie więcej!

Zobaczcie: najprostsza technika polega na tym, że trzeba spokojnie siedzieć w podstawowej pozycji, trzeba polizać łapkę – prawą albo lewą, jak kto woli, i tą zamoczoną łapką przesunąć po części ciała, którą chcemy oczyścić. I powtarzamy całą sekwencję, aż osiągniemy cel. I już. A z takich szczegółów – bardzo prosto jest myć ucho… Tylko trzeba pamiętać, żeby je zginać w różne strony. Łatwo jest myć pyszczek. Jęzorkiem, tak jak sięgnie, dookoła, a łapką poprawić wąsy i policzki, żeby żadne zapachy po posiłku nie zostały, i nie przeszkadzały w wywąchaniu nowego. Bardzo łatwo jest też umyć ogon. Po prostu od razu jęzorkiem. Ludzie nie mają ogonów, więc w ogóle ten punkt im odpada. Gorzej z brzuszkiem, a zwłaszcza gorsikiem. Ale trzeba po prostu zwinąć się w coś w rodzaju precla – i dalej samo idzie. Tylne nóżki trzeba wysoko podnosić i myć tak pionowo – oczywiście siedząc. Najtrudniej chyba jest z grzbietem, bo trzeba się trochę wykręcić, ale myślę, że jak się ćwiczy – to nawet jeśli się nie jest kotem – stopniowo osiągnie się coraz lepsze rezultaty… Po wyćwiczeniu mycia na siedząco, można się myć również w bardziej zrelaksowanych pozach – na przykład na leżąco. I zapewniam was, że na leżąco można umyć każdą część ciała!

Czy nie warto poćwiczyć kocie mycie i odsunąć od siebie widmo wanny pełnej wody? Po stokroć warto!

Wira podczas kursu mycia

Tekst: Anna Rau

Denori i chór jej kociątek włączają się w Dzień Mamy (każdej)

- Mamo, ja chcę jeść!...
- Mamo, a dlaczego mamy pazurki?
- A on mnie odpycha! Nie odpychaj mnie! No, weź te łapki...
- Mamo, ucho mnie swędzi, Daiki mnie ugryzła w to ucho!
- Mamo, a dlaczego każde z nas ma inny kolor futerka?
- Mamo, ja też chcę jeść, a on się wepchał pierwszy.
- Ale mięciutko...
- No weź te łapki!
- Mamo, a kiedy będziemy mogli się bawić na kocyku?
- Ja też chcę się bawić na kocyku!
- A on zajął moje miejsce!
- Mamo, a mogę się bawić twoim ogonem?
- Teraz jest jedzenie, a nie kocyk i ogon. Mama mówiła.
- Mamo, no powiedz jej!
- Mamo, to niesprawiedliwe!
- Ja chcę na kocyk! Ja chcę na kocyk!
- No, ale musisz mi do ucha?! W to ucho mnie Daiki ugryzła.
- Nie gryzłam ciebie, tylko Duni! Ty byłeś po drodze.
- Mamo, niech ona weźmie te łapki!
- Mamo, a z czego zrobiony jest kocyk?
- Dobre nie? I jak mięciutko...
- Mamo, ona się drapie, a drapie mnie!
- A dlaczego zawsze jemy, gdy leżymy na brzuszku? Można jeść, jak się leży odwrotnie?
- Weź! Te! Łapki!!!

Denori z chórem kociątek

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau