Kocie tu i teraz

Codziennie dzieje się coś interesującego: ktoś wyzdrowiał, ktoś dostał nową zabawkę, ktoś wyspał się i zaczął mruczeć w plamie słońca. Czasem dzieją się też rzeczy smutne. Stań na czterech łapach i ruszaj za Kotem Dnia w jego codzienne smutki i radości.

Homar relacjonuje ostatnią noc oraz przedstawia stan swoich nerwów

Ale spałem! Musiałem odpocząć - padłem, normalnie padłem, tyle nerwów dziś miałem. Słyszeliście, co się działo dziś w nocy?! Pytanie retoryczne - MUSIELISCIE słyszeć. Strzelali, wszędzie głośno strzelali! Uf, uf. No dobra, wezmę głębszy oddech.

Było tak. Od kilku dni coś się działo, normalnie coś wisiało w powietrzu. Co pewien czas wieczorem strzelali za oknem. Ja się niby nie bałem, bo w domu jestem bezpieczny, ale takie coś  i tak daje do myślenia. Wiecie, dziś strzelają poza domem, jutro wchodzą i strzelają w domu... Ale co to ja chciałem... Taki jestem znerwicowany. No więc siedzimy z moimi Ludźmi - jest miło, bo oni coś tam gadają, te swoje ruchome obrazki oglądają, nawet sobie tańczą na okazję, że niby wszystko się zmienia i przychodzi nowy rok. (Co do tańców bez komentarza). A do tego jeden z Ludzi przyniósł mi w prezencie wędkę!!! Taką ze słomą na końcu i z piórkiem, i się bawił ze mną między tymi tańcami! To już nawet pomyślałem, że ten nowy rok może być całkiem w porządku. W tym roku było tak dziwnie: straciłem dom, błąkałem się i głodowałem trochę, a w końcu znowu dostałem dom - tymczasowy, ale miły. A teraz dostałem nową wędkę. Jakoś tak tych strzałów stopniowo było coraz więcej... i nagle jak nie zaczną strzelać!!! Poleciałem na piętro, żeby zobaczyć przez balkon, co to za koszmar. I się działo! Kolorowy ogień spadał z nieba, a huk był taki z każdej strony, że w życiu czegoś takiego nie słyszałem. I już wiedziałem - to jest Noc Wielkiego Polowania, to jest Wojna i to jest po prostu Koniec. Prawdziwy Nowy Rok... Więc najszybciej, jak umiałem, zbiegłem na dół, do moich Ludzi, i wpadłem pod wersalkę - i tam się schowałem. Jak umierać, to razem! Ludzie byli niewzruszeni, muszę wam powiedzieć. Ściskali się i wznosili toasty czymś nie dla kotów. Pomyślałem sobie, że ci to umieją się żegnać z życiem... I tak siedziałem - a oni do mnie zaglądali.

Stopniowo wszystko ucichło. I moi Ludzie w końcu poszli spać. Wyszedłem spod wersalki. Poszedłem do miseczki. Wróciłem i położyłem się przy Człowieku. Rety. Co to była za noc. Co to będzie za nowy rok. Ale wędka w tym wszystkim była w porządku.

Homar

Fot. i tekst: Anna Rau

Izula i Ikar wspominają wigilijną północ

- Wreszcie cię dorwałam! I co, i co im powiedziałeś?

-Kiedy?

- Rety, no w święta! W wigilię! Powiedziałeś mi: „Idź spać, ja im wszystko opowiem i w ogóle z nimi porozmawiam”. To poszłam. Wczoraj nie było jak rozmawiać, ale dziś to już musisz mi opowiedzieć!

- Nooo… właściwie… to nie ma co opowiadać…

- No jak nie ma?! Miałeś im opowiedzieć o naszych rodzicach, żeby o nas więcej wiedzieli, bo ciągle zastanawiają się, jaka była nasza historia. I miałeś im powiedzieć, że wolimy chrupki wołowe od kurczakowych. I że co dzień się budzę w nocy, i wtedy muszę pobiegać, więc żeby już przestali mi wypominać. I miałeś…

- Oj, już przestań wyliczać na pazurkach!

- Inaczej zapomnę! I jeszcze miałeś powiedzieć, że piłeczka jest za szafą i nie możemy jej wyciągnąć. I że ta bombka to sama się stłukła, bo źle wisiała, a nie my coś tam niby. Co ty jeszcze miałeś… hmm…

- O TO spytać.

- O to to! Skąd się biorą kociaki – miałeś. I czy by się ucieszyli, gdyby im wsadzić mysz do łóżka, bo też chciałabym im dać jakiś prezent. A! No i miałeś pięknie wyrazić nasze podziękowanie, że nas trzymają, karmią, bawią się i wszystkie takie. Miałeś wiersz wymyślić. A! I najważniejsze! Miałeś poprosić, żeby już nigdy więcej nie prowadzili nas do tego strasznego weterynarza.

- Ale ja nie zdążyłem tego wszystkiego powiedzieć…

- Co, pewnie ci przerywali albo zemdleli?

- Nie, ani razu mi nie przerwali… Tylko wiesz, ja zasnąłem. Nawet nie wiem, czy mówiłem po ludzku, czy nie mówiłem…

- Zasnąłeś?!!! Ty kociaku! A taka była okazja! Trzeba było choć na sekundę się obudzić i o tym weterynarzu chociaż powiedzieć! Teraz znów trzeba rok czekać…

Izula i Ikar

Fot.: Beata Bagniewska

Tekst: Anna Rau

Junior nie może doczekać się pojutrza…

Czekam zawinięty w to puchate. Jeszcze tylko jutro. No, chyba pamiętacie? Nie, nie chodzi mi o drzewo i bombki (choć swoją drogą całkiem przyjemne), ani zapachy z kuchni, ale o tę jedną niezwykłą okazję... Pojutrze w nocy wszystkie zwierzęta mają mówić po ludzku! Czyli ja też!!! Normalnie jestem taki podekscytowany…Tylko nie wiem, czy to jest tak do końca dobrze wymyślone i czy okaże się jednoznacznie fajne. Wiecie, że niby nadejdzie ten moment i ja oraz Ludzie zaczniemy prawić sobie komplementy, i takie. I że ja wtedy powiem: „Dziękuję za niezmiennie pełną miseczkę!”, a Ludzie mi odpowiedzą: „Nasz koteczku, dziękujemy ci, że co dzień nam mruczysz o poranku”. I że padniemy sobie w objęcia. Rozmowa może przybrać nieoczekiwany obrót. Na przykład kiedyś słyszałem, jak Ludzie odgrażali się, że w wigilię poważnie ze mną omówią sprawę otwierania szafek w nocy i budzenia przed budzikiem. O co chodzi, o co chodzi?! Zamknięta szafka może kryć potencjalne zagrożenie. To otwieram. Po co zamykają. A jak w pewne dni nie budzę po budziku, to też jest niedobrze. A zresztą wczoraj wcale nie budziłem, tylko mi się łapka omsknęła na szafie. I tak tego. Ale, ale. Przecież ja też mogę spytać o różne rzeczy! Dlaczego Ludzie urządzają Święta tylko dla Ludzi? Dlaczego wszystko, co miłe i przyjemne, dotyczy tylko Ludzi? No i dlaczego różni Ludzie bywają tak niedobrzy dla zwierząt?... Co prawda moi Ludzie prawdopodobnie nie będą umieli odpowiedzieć na te pytania i tak po prawdzie nawet na nie nie zasłużyli, ale kogo mam spytać… Po drugie odpowiedź na trzecie pytanie poniekąd znam. Podobno Ludzi potrafią być niedobrzy i dla innych Ludzi – czyli tych, których rozumieją, to co dopiero dla zwierzaków, których nie rozumieją… Ech. No, nic to.

Uf. To już pojutrze. Uf. Wiecie, nie mogę przestać o tym myśleć. A tak w ogóle, skoro ja w Wigilię może będę mówić po ludzku… Czy to znaczy, że w tę noc wszystko będzie na odwrót? I że Ludzie będą mruczeć po kociemu?...

Junior w puchatym

Fot.: Monika Bueniek

Tekst: Anna Rau

Falbanka jako niedoceniona innowatorka domowych porządków

Tyle jest pytań naprawdę życiowych, które Ludzie pozostawiają bez odpowiedzi. Teraz jest takie zamieszanie. No więc tym bardziej, dlaczego nie wolno mieć trochę przyjemności –trochę przyjemności ukoiłoby atmosferę – i leżeć na świeżo upranych zasłonach? Albo taki czysty obrus. Kojarzycie. Przed chwilą uprasowany. Nie wolno siedzieć. Czyste firanki… Niespodzianka! – co nie wolno? Nie wolno siedzieć. Nic nie wolno grzecznej kici. „Masz swoje zabawki” – mówią. Albo „Masz swój kocyk i posłanko” – mówią. No pewnie, że mam, ale takie czyste firanki i obrus to wyjątkowy prezent od losu. Po pierwsze nie ma na nich ani jednego włoska (a to, co jest futerkowe, jest podwójnie przyjemne) i dlatego trzeba to zaniedbanie nadrobić. Jak widzicie, jest w tym jakieś moje poczucie obowiązku. No i to przyjemne tak siedzieć i pozwalać, żeby to, co uprane, było bardziej kocie przez to, że kot na tym siedzi. A w ogóle to po co Ludzie wszystko piorą, skoro potem na tym nie siedzą? Tylko na przykład to uprane sobie powiewa i całą tę czystość marnuje. Mnóstwo takich wyjątkowych okazji u Ludzi przemija niewykorzystanych. No dobra – z czystego obrusa jedzą. (Gdyby jeszcze pozwolili mi na nim wtedy poleżeć… No ale dobra). Muszę też przyznać, że czysta pościel tylko trochę się marnuje, bo w końcu w niej śpią, a i ja czasem mogę wskoczyć i spać obok. Trochę mnie niepokoi, że może gdzieś powstała jakaś zasada w stylu: „Kiedy Ludzie coś upiorą, nie wolno tego dawać kotu”, i wszyscy Ludzie to stosują. To by było niefajne. Takie niezgodne z wszystkimi zasadami partnerstwa Ludzi i kotów. A do tego oni teraz wszystko po kolei piorą… Bez pośpiechu wszystko myją, wycierają i piorą.

Usiadłam na drapaczku, ale jak go upiorą, to koniec.

Falbanka

Fot.: Aneta Ustaszewska

Tekst: Anna Rau

Hirek rozwija niespieszną opowieść o swojej pasji

Patrzcie, włóczka mi się zepsuła! Oczywiście również teraz można ją przyjemnie użytkować, ale kiedy była kłębkiem, jakby bardziej zachęcała do zabawy. Ludzie to są mądrzy – kiedy im się wełna rozwinie, to potrafią ją zwinąć w kłębek. Ja też próbowałem: przednimi łapkami, tylnymi łapkami, pyszczkiem, pyszczkiem i łapkami, ale odkłębkowana wełna robiła się coraz mniej kłębkowa, jednym słowem rozwijała się. Koniec. Dopiero, gdy przyjdzie Człowiek, może zrobi mi znowu kłębek z wełny. Do tego czasu będę leżał, podgryzał włóczkę i rozmyślał.

Może słońce na niebie jest kłębkiem włóczki? W końcu grzeje jak wełna. Tylko że wełna nie świeci… Ale ta teoria jest jeszcze do udowodnienia. Może gdzieś na świecie jest kraj, w którym wszystko jest zrobione z kłębków, które można turlać, gonić, rozwijać, a one nigdy nie rozwijają się do końca. A te, które się za bardzo rozwinęły, rano znajduje się zwinięte. I w tym kraju chodzą też takie przyjemnie krągłe zwierzaki z włóczki… A swoją drogą wiecie, z czego jest wełna? Ja, kiedy się dowiedziałem, byłem porządnie poruszony. Tak więc włóczka jest z białych kudłatych zwierząt, które nazywają się owce! Słyszeliście o czymś takim?! Na każdej takie owcy rośnie grube futro i kiedy za bardzo urośnie, ludzie je strzygą i z tego futra robią wełnę. Trochę mi szkoda tych owiec, bo ja czułbym się bardzo nieswojo, gdyby mi ktoś ostrzygł futro. Ale może te owce w końcu zmieniłyby się w kłębki włóczki, gdyby ich nie ostrzyc? Ciekawe… Wyjdzie na to, że mnóstwo rzeczy jest z natury kłębkami wełny. Na przykład dni. Dni to są naprawdę kłębki wełny! Zauważyliście, że niektóre pędzą jak kłębek puszczony z fotela? Po prostu mają taką prędkość zdarzeń, że ledwie się mrugnie, a już jest po śniadaniu, a potem niespodziewanie już staje się wieczór z – na szczęście – kolacją. Oczywiście są i takie, które rozwijają się bardzo powoli – z takiej jakiejś kosmatej, czepliwej wełny. Źle się gryzie taką wełnę. A może czas jest wielkim kłębkiem wełny? W końcu rozwija się, rozwija, ubywa… A czy ktoś w ogóle może zwinąć rozwinięty kłębek czasu? Tylko może czasem nie wszystko warto zwijać…

Chyba już macie dosyć tematu wełny i kłębka. A z drugiej strony zobaczcie – czy znacie wiele kotów, które potrafią w nieskończoność rozprawiać o wełnie? Na pewno nie. A ja mogę. Włóczka to moja pasja.

Hirek z włóczką

Fot.: Monika Bieniek

Tekst: Anna Rau

Jogi wspomina najdziwniejszą noc w swoim życiu

Na początku było światło. Mocne białe światło, które oślepiło nas, kiedy podnieśliśmy łebki, słysząc hałas. Światło wyglądało jak księżyc – okrągłe i blade, tylko sto razy silniejsze. I wtedy zrozumieliśmy, że wysoko, wysoko nad nami Coś do nas zagląda… To było straszne! Lecz byliśmy sami. Judi, Jazz i ja, Jogi. Siedzieliśmy w trójkę w wielkim, pustym, czarnym pudle, jednym z tych, w którym Ludzie trzymają to, czego nie potrzebują, więc co mogliśmy zrobić? Pudło było tak wielkie, że zmieściłoby się w nim mnóstwo kociaków. I było tak wysokie, że nie mogliśmy z niego wyskoczyć, choć się staraliśmy. I było zupełnie puste, to znaczy tylko z nami. Dziwne miejsce. Osłonięte, ale chłodne. Od czasu do czasu słyszeliśmy jakieś hałasy, hurgoty, trzaski i łomoty, a czasem przesuwała się górą smuga światła. A my siedzieliśmy. I po jednym takim hurgocie spadło do nas z góry małe pudełeczko po czymś smacznym. To ja zacząłem je wąchać i przewracać, bo już byliśmy solidnie głodni. I chyba źle zrobiłem, bo to Coś nas usłyszało i oświetliło tym światłem... I wkrótce zobaczyliśmy… że to był Człowiek! Ogroooomny. Najpierw zniknął, a my odetchnęliśmy z ulgą, lecz po dłuższej chwili wrócił z dwoma innymi i wszedł do nas, do pudła. Wtedy zaczęliśmy skakać – najwyżej, jak się dało! Lecz to nic nie pomogło. Złapał nas po kolei, choć my miauczeliśmy i próbowaliśmy syczeć, i drapać, bo nawet nie chcieliśmy sobie wyobrażać, co może z nami zrobić taki wielki Człowiek… Wiadomo co – coś strasznego. Coś jeszcze gorszego niż marznięcie w tym pustym pudle. Lecz i to nic nie pomogło. I wtedy wszystko się zaczęło.

A teraz wszystko jest… inne. Nie do opisania. Są kocyki, zabawki, miseczki. Nawet Ludzie są inni niż myśleliśmy. Głaszczą nas i karmią. I wyleczyli nasze oczka, które były trochę popsute. Rozumiecie coś z tego?

To tak sobie myślę, że może wtedy to nie był Człowiek, tylko Koci Mikołaj?

Jogi

Fot.: Weronika Kruszewska

Tekst: Anna Rau

Wandalka i najbardziej skuteczne sposoby na odkrycie przyszłości

Czy to prawda, że wczoraj ludzie próbowali poznać swoją przyszłość? Gdy tylko coś takiego usłyszałam, od razu mi uszy stanęły na baczność. To niesamowite!!! A ja nie mam kogo spytać o metody… Podobno trzeba rozlewać różne ciecze do misek, albo ciecz do cieczy, albo jedzeniem rzucać, czy coś... I wtedy, jeśli się coś odpowiednio znaczącego zauważy w tych plamach po jedzeniu, czy w tych rzucanych przedmiotach, to będzie pewne, że nasze futerko zmieni kolor, że się spotka najlepszego przyjaciela od miski, albo że aż do następnego roku ominie nas weterynarz. Fantastyczne. Od razu zechciałam poznać odpowiedź na najważniejsze dla mnie pytanie i zabrałam się do dzieła. Po pierwsze wyrzuciłam wszystkie chrupki z miski i muszę wam powiedzieć, że utworzyły wcale interesujące wzory. Takie malownicze. Niestety z ich odczytaniem poszło mi gorzej, bo nie przypominały niczego prócz rozsypanych chrupków. Trudno. Wzięłam się za ciecze. Na stole stał kubek z herbatą Człowieka, więc włożyłam do niego piłeczkę i zaczęłam ją obserwować. Piłeczka unosiła się, a jednocześnie trochę herbaty się wylało. To na pewno dobra wróżba. Więc trochę dopchałam piłeczkę, aby była jeszcze lepsza. No i ruszyłam dalej, aby uzyskać naprawdę jednoznaczną odpowiedź. Pamiętacie, jak Iwo pisał, że miał wiele kłopotu z niepotrzebną awanturą o pogryzienie rachunku? Ha, teraz myślę, że rachunki na pewno są tak ważne, bo Ludzie sami chcą je wykorzystywać do wróżb! Jednym słowem potrzebowałam rachunku. Żadnego w okolicy nie było, ale leżała gazeta. Więc nadgryzłam róg, powtarzając sobie, że jeśli uda mi się wygryźć kształt ptaszka, wszystko będzie BARDZO dobrze. Potem popatrzyłam – może to i był wygryziony ptaszek… Tylko że wtedy przyszedł Człowiek i dość stanowczo skrytykował moje wróżby. Zwłaszcza w kwestii herbaty usłyszałam, że jak się tak dalej będę zachowywać, to jest bardzo wątpliwe, czy w ogóle znajdę własny dom! A ja się bardzo przejęłam, bo przecież robiłam to wszystko, żeby się dowiedzieć, czy znajdę własny domek!…

Wandalka

Fot. Dominika Bahr

Tekst: Anna Rau

Jedenaście dni Kropki

Dzień 1

Nie wiem, gdzie jestem. Chyba skręciłam nie w tę stronę… Do wieczora na pewno uda mi się wrócić. Na pewno.

Dzień 2

To nie ten dom. I nie ten. I nie ten… Głodna. Czemu jest tak zimno?

Dzień 3

I nie ten dom, i nie ten… Boję się tych strasznych samochodów.

Dzień 4

Jaka jestem głodna! Głodna. Głodna. Gdzie mam coś znaleźć?

Dzień 5

Bardzo głodna. Przepędzili mnie w śmietniku. Rozumiem. Sami nie mają.

Dzień 6

Miauczałam do kilku Ludzi. Jeden mnie pogłaskał, ale potem odpędził. Żaden nic nie dał.

Dzień 7

Zimno. Naprawdę zimno. Znalazłam kawałek ludzkiego jedzenia posmarowanego czymś tłustym.

Dzień 8

Padało w nocy. Szedł człowiek z psem. Uciekłam, ale zraniłam się w tylną łapkę. Boli.

Dzień 9

To chyba koniec. Już nie mogę miauczeć. Po prostu będę tu siedzieć. Niech się to skończy.

Dzień 10

Człowiek do mnie idzie. Zobaczył, że siedzę tu już drugi dzień. Pewnie przepędzi... Wszystko jedno.

Dzień 11

Kocyk, jedzenie, ciepło... Może choć umrę w cieple. Może nie umrę.

Kropka

Fot.: Weronika Szydłowska

Tekst: Anna Rau

Fisz, Fleszar i Farna jako komentatorzy okienni

- Fisz, opowiadaj! No, opowiadaj, co tam jest!

- Ludzie idą. Samochód przejechał. Znowu ludzie idą. Liść spadł z drzewa. Liść spadł z drzewa. Liść spadł z drzewa. Człowiek idzie. Samochód przejechał. Samochód przejechał. Samochód… Rety, za szybko jadą, nie mogę opowiadać.

- Trochę to nudne…

- Nudne?! Proszę bardzo, poopowiadaj lepiej!

- Phi, to łatwizna. Samochód przejechał. Człowiek przeszedł. Z torbą. Może ma w środku chrupki. Liść spadł. Liść spadł. Prawie już nie ma liści do spadania. Ciekawe, co będzie spadać, jak już wszystkie spadną. Człowiek przeszedł. Z plecakiem. Może ma w środku chrupki. Liść spadł.

- Fleszar, to znowu nudne…

- No wiesz! Może sama poopowiadasz?!

- Nawet opowiadać beze mnie nie umiecie. Proszę, opowiadam, zaraz wam ogony opadną ze zdumienia, że można tak opowiadać! Człowiek idzie. Człowiek idzie. Dwa Człowieki idą…

- Mówi się „Ludzie”.

- Wiem, ale urozmaicam opowiadanie. To miało być śmieszne.

- Aha, to przepraszam.

- Nie mogę z wami. Już nie będę urozmaicać – bo nie ma dla kogo. Liść spada. Człowiek idzie. Człowiek idzie. Samochód jedzie. Człowiek idzie.

- A niesie chrupki?

- Na pewno. I jeszcze puszki do tego.

- Miałaś rację – opowiadasz rewelacyjnie!

Fisz, Fleszar i Farna

Fot.: Marta Turło

Tekst: Anna Rau

Izula opowiada mrożące krew w żyłach opowieści

Rety, inne kotki to mają przygody… Wspinają się na niebotyczne góry, ujeżdżają Wielkie Koty, oglądają przez okna dzikie widowiska… Ja też bym chciała opowiedzieć coś niesamowitego. Problem w tym, że mam tylko przygody z piłeczką. Albo przy miseczce… Ech. Choć… właściwie… coś tam niby mogę opowiedzieć. Hmmm, właściwie, to jestem pewna, że was to zaciekawi i się przejmiecie. Bo ja się bardzo przejęłam. Podczas tych przygód.

Czyli najpierw pierwsza przygoda. Była noc. Zeskoczyłam z kocyka i dzielnie podreptałam do miseczki. Wiedziałam, że coś się stanie, bo wszyscy spali! Wszyscy! A Ikar to chrapał!!! I byłam sama na całym świecie! Bo oczywiste, że jak w moim domku wszyscy śpią, no to i wszędzie. Więc podniosłam trochę ogonek, bo wtedy jakoś raźniej się idzie – i poszłam. I tak szłam, szłam i w końcu widzę – miseczka! Pusta. Pewnie Ikar wszystko pożarł. I tego… koniec przygody. To znaczy zakończenie jest dobre, bo wróciłam na kocyk i zasnęłam, a rano ugryzłam Ikara w ucho. O – i teraz koniec.

No i jeszcze druga historia – z Człowiekiem. Tak mi jakoś było smutno pewnego razu. Zabawa mi nie szła. Ikar znowu spał. (On to tylko się bawi, je i śpi. I w ogóle nie zwraca uwagi na to, że komuś może być smutno). A Człowiek przyszedł do domu, dał nam jeść, pobawił się z nami i potem coś zaczął robić w tym małym pudełku, co wydaje krótkie śmieszne dźwięki. To ja już nie wytrzymałam, bo takie pudełko to jest zaopiekowane, a przecież to ja byłam w tym pokoju smutną koteczką! Więc usiadłam koło Człowieka i zaczęłam miauczeć! To znaczy tak trochę udawałam w tym miauczeniu, bo chciałam, żeby jak najlepiej wypadło. I od razu mi się lepiej zrobiło, bo wychodziło to naprawdę nieźle. No i Człowiek od razu rzucił pudełko, wziął mnie na ręce i zaczął głaskać za uszkami. A do tego Ikar nadal spał. Czyli miał głaskane uszka mniej razy. Ale takie jest życie: jeden się stara i ma głaskane uszka, a drugi chrapie.

Jak tak sobie myślę o tych swoich dwóch przygodach, to właściwie nie zazdroszczę tamtym kotkom. Bo moje wszystkie przygody fantastycznie się kończą! A do tego są takie pouczające.

Izula

Fot.: Dominika Bahr

Tekst: Anna Rau