Kocie tu i teraz

Codziennie dzieje się coś interesującego: ktoś wyzdrowiał, ktoś dostał nową zabawkę, ktoś wyspał się i zaczął mruczeć w plamie słońca. Czasem dzieją się też rzeczy smutne. Stań na czterech łapach i ruszaj za Kotem Dnia w jego codzienne smutki i radości.

Ignaś wylicza ważne sprawy,

nad którymi będzie pracował w Nowym Roku

Usłyszałem niedawno ciekawą historię, że ludzie robią sobie od czasu do czasu takie postanowienia, które potem starają się wypełnić, i jak im się uda, mają radość oraz są lepsi, zdrowsi i co tam chcieli. I my też je zrobiliśmy, ale pamiętacie dlaczego – bo w ten sposób (jako jeszcze milsze i lepiej wychowane kociaki) pomożemy sobie w znalezieniu własnego domu. Myśleliśmy nad tym w czwórkę, czyli Impresja, Lena, Lilijka i ja. Choć moje postanowienia są najmądrzejsze.

Impresja to tylko wymyśliła, że wyśledzi, co tak naprawdę robią sikorki na drzewie naprzeciw okna. Jakby fruwające jedzenie mogło robić cokolwiek interesującego. Lena z kolei zaczęła marzyć, że będzie taka „elegancka w ruchach jak Marika”, czyli nasza kotka na stałym. Rany! „Elegancka w ruchach”… Marika ma piękne czarne futerko i jest całkiem dorosła. To znaczy często siedzi gdzieś z boku z ogonem zawiniętym wokół łapek i i tylko patrzy, jak my się ganiamy. I w ogóle nie chciała zastanawiać się nad postanowieniami noworocznymi, bo stwierdziła, że to dziwny pomysł ulepszać kota. Dorośli są nudni, nie? No, ale Lilijka to już w ogóle. Postanowiła pierwsza dobiegać do miseczki i więcej jeść. Ale pomysł! To jak ja patrzę na swoje postanowienia, to wiem, że jestem taki mądry jak człowiek albo jakiś super kot! No, sami przeczytajcie:

1. Urosnę (z tym myślę, nie będzie żadnego problemu, świetne postanowienie!).

2. Będę bardziej dbać o swoje futerko, bo na razie to czasem tak trochę się myję, żeby nikt sobie nie myślał, a potem ganiam za Lilijką i ona tak fajnie się przewraca, i macha łapkami.

3. Dowiem się przed Impresją, co robią sikorki.

4. Nauczę się turlania piłeczki po linii prostej, bo teraz to mi ciągle lata zakosami i trafia w różne kąty, skąd można ją fajnie wydobywać, miaucząc.

5. Wyciągnę w końcu którąś z małych ruszających się zabawek z tego grającego pudełka, co stoi na szafce, i gdy próbuję na niego włazić, moi Ludzie krzyczą „Ignacy! Nie na telewizor, nie na telewizor!!!!”. Chcą je schować dla siebie, ot co.

6. I najważniejsze: będę ZAWSZE wyprzedzał Lilijkę do miseczki.

Ignaś

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Ignaś, który wie,

że umie wzbudzać ciekawość,

planuje...

Dowiedziałem się, że teraz piszą kociaki, więc szybko dorwałem się do głosu… Bo ja już nie jestem takim znowu kociakiem, i z każdym dniem będę coraz mniej, więc kiedy napiszę, jak nie teraz? To piszę. Ja – Ignaś!

Potem powiem wam o sobie trochę więcej, bo dziś to tylko chciałem wam kogoś pokazać. Ten kociak obok. Ale różowy nos, nie? Różowe nosy są świetne… Ja też mam różowy nos, pa bam!!! No, ale ten kociak z nosem to nie ja. To Lamia. Wczoraj znalazła swoich Ludzi i od razu dostała od nich w prezencie dom na zawsze! A ja, jak się o tym dowiedziałem, to pomyślałem sobie, że chociaż jestem w fajnistym domu tymczasowym (moi Ludzie są super!), to też chciałbym dostać takim własny, jak ta Lamia. I zacząłem się zastanawiać, co mogę zrobić, żeby ktoś mnie wybrał. Bo skoro do tej pory to jakoś nie wyszło, to może za mało się starałem? I że tak dzielnie skaczę na drapaku albo że pierwszy galopuję do miseczki, to za mało?… (W tym momencie muszę zdradzić, że myśleliśmy nad problemem zbiorowo, bo nas tu trochę więcej mieszka, i trochę mnie zakrzyczeli, kiedy napisałem „zacząłem” – ale o tym potem, potem, jak się wam pokażę! Umiem wzbudzać ciekawość, nie?).

I wymyśliłem. Zrobię sobie postanowienia na Nowy Rok – jak ludzie! A kiedy zacznę je stopniowo spełniać, będę tak świetnym, obiecującym, modelowym kotem, że od razu mnie ktoś wybierze. Świetny plan. To jesteśmy umówieni.

A teraz na koniec powinienem kogoś pozdrowić, jak to mówią w ludzkim radiu. To pozdrawiam Lamię. Lamia! Masz świetny nos! Niech ci się układa w nowym domu! Pozdrawiamy cię, my – tutejsze kociaki na tymczasie: Ignaś, Impresja, Lena i Lilijka, jak też mieszkająca tu na stałe Marika.

Chyba się wygadałem. No, ale chcieliśmy ją wszyscy pozdrowić, to co miałem robić. Chwila – czy koty nie powinny mówić „miauem”?

Selfie Lamii

Fot. Kamila Gierczyńska

Tekst: Anna Rau

Maserati zdradza,

czym tak naprawdę jest nowy rok

Teraz jest ludzki nowy rok. Tak słyszałem, ale przyznam wam, że nie do końca wiem, o co chodzi. Właśnie jest na świecie kolejna zima – w co trudno mi uwierzyć, bo to pierwsza zima, jaką widzę. I ludzie jakoś je liczą – oraz czas od jednej do kolejnej. I sobie mówią, że na początku, czyli teraz, ten nowy rok jest malutki jak kociak, bo poprzedni, gdy odchodził, to był stary, jak kot, co ma kilkanaście lat i odchodzi za Tęczowy Most. A ja mam nadzieję, że ten stary rok nie odszedł za Tęczowy Most, tylko do jakiegoś Domu dla wszystkich lat od początku świata... Ale! – jeśli nowy rok jest taki mały jak kociak, to teraz chyba czas na zapiski kociaków! A ja jestem kociakiem, więc czas na mnie.

Jestem Maserati, zwany przez Mojego Człowieka, u którego mieszkam tymczasowo, Maciusiem. Maserati to nazwisko rodowe od miejsca, gdzie mnie znaleziono, czyli na stacji benzynowej, gdzie pojawiają się i znikają wielkie, warczące potwory. Ludzie im w brzuchach jeżdżą. Trochę to dziwne, nie?

Powiem wam więcej o sobie, ale potem, bo jestem mały i mam rozwaloną bródkę, więc żeby o tym nie myśleć, dużo się bawię. Choć tak naprawdę to się dużo bawię, bo jestem kociakiem. I jeśli nowy rok też jest kociakiem, to pewnie się bawi… Rudy kot, z którym mieszkam, mówi, że mam nie wymyślać, bo nigdy nie powiedział, że nowy rok jest kociakiem. A już według ludzi to NA PEWNO ich nowy rok nie jest kociakiem! To ja mu wtedy, że to bardziej prawdopodobne, że jest kociakiem i się bawi, niż że jest dużym rudym kotem w paski i tylko leży na parapecie jak on! I wtedy on zaczyna mnie gonić i fajnie się bawimy we wnerwionego rudego kota goniącego nowy rok!

Maserati

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Jaskier się szybko pakuje

Zaraz odjeżdżam. Tak, dobrze przeczytaliście - właśnie jadę do nowego domu! To znaczy wiozą mnie oczywiście. Ale chciałem jeszcze coś napisać, bo jeśli dobrze pójdzie, to już się nigdy nie zobaczymy – będę miał nowe życie. Nową miseczkę. Nowych ludzi do ocierania się i uderzania noskiem. Nowe… O, tam będę miał nową koleżankę! Kotkę o podpalanym futerku. I to bardzo śmieszne, bo do tej pory mieszkałem z Jarząbkiem, takim fajnym kotem z łatką na nosie. Mój Człowiek przez ostatnie dni wszystko mi opowiedział – na przykład, jacy są moi Nowi Ludzie. Wyobrażacie sobie, że jeden z nich jest taki prawie w moim wieku? Oczywiście gdybym był człowiekiem, a nie kotem. Więc będziemy mogli się razem bawić. Że ta kotka może na początku na mnie prychnąć, ale mam się nie przejmować. Że mam się niczego nie bać podczas jazdy. Że na nowym będzie ciekawie i kocio. I że będzie za mną tęsknić. Tak jak i Jarząbkowi też pewnie będzie trochę łyso. No, i ja muszę powiedzieć, że… Ale nie o tym chciałem, duże koty są dzielne, nie?

Wiecie, co pakuje w drogę taki super-kot jak Jaskier, kiedy się przeprowadza do nowego domu? Swoją miseczkę. Tam dostanę nową, ale co własna, wylizana milion razy, to własna. Swój kocyk, taki przyjemnie pachnący Jaskrem. No i moją ulubioną piłeczkę. Żebym miał co turlnąć do nowej koleżanki, to wtedy może się szybciej i milej poznamy. I już. No to, miau, Ludzie, trzymajcie za mnie łapy, czy jak wy tam mówicie.

Jaskier

Fot. Klaudia Goriewa

Tekst: Anna Rau

Jaskier przedstawia się,

a do tego wyznaje, że kocie życie

jest skomplikowane

To ja. Jaskier. Tutaj po raz pierwszy! I do tego Latający Kot, chi chi. Dlaczego latający? Bo jestem kotem na wylocie!

Nie umiem tak poetycko zachwycać się światem jak Emma. Swoją drogą, nie dość, że jest fajna, to jeszcze stała się sławna jako Pierwszy Olsztyński Blogujący Kot. Ale ja jako Drugi może też będę trochę sławny?... A nawet jeśli nie, to co tam. I tak na pewno będę szczęśliwy. Zresztą – już jestem! Duże słowo, nie? Ale, wiecie, stało się coś, na co czekałem od wczesnej jesieni. Od września – jak to mówią Ludzie – bo właśnie wtedy zamieszkałem u mojego Fajnego Człowieka. Zamieszkałem tymczasowo. I właśnie dziś Mój Człowiek oficjalnie i uroczyście powiedział mi, że mogę powoli pakować swoje rzeczy. W pierwszej chwili pomyślałem, że pewnie przesadziłem z tą kolejną zżartą choinkową zabawką… Ale nie – po prostu Ktoś, a raczej Ktosie, taki małe Ludzkie Stado, chce mnie wziąć na zawsze! Pomyśleć – będę miał Własny Dom. Zameldowanie stałe, jak to mówią Ludzie…

Nie wiem, co czuć. Bo niech nikt nie myśli, że to łatwe. Mój Człowiek mnie bardzo, bardzo lubi. Widzę to. I ja.. też go bardzo… Mruczenie na jego widok samo mi wychodzi. I nie mogę się powstrzymać od nosków. (Ludzie są tacy zabawni, w ogóle nie porośnięci futerkiem!). A z drugiej strony, Własny Dom, na Zawsze… To taka gwiazdka z nieba w łapkach, nie? Przedwczoraj Ludzie świętowali Ludzką Gwiazdkę. Może też dostali własne Domy.

Jaskier

Fot. Klaudia Goriewa

Tekst: Anna Rau

Emma opowiada o TEJ wyjątkowej chwili

w świetle Gwiazdy

Już wiem, co to są Święta. W pewnym momencie wieczoru – bo cały dzień trzeba na to „coś” czekać w takim napięciu i pośpiechu, jakby coś niesamowitego miało się zdarzyć – nagle wszystko się zatrzymuje. Ludzie na co dzień są tacy zaabsorbowani życiem: ciągle o czymś myślą, ruszają się, coś śledzą, często się czymś przejmują. I nagle wreszcie skupiają się i SĄ. Niech wam się nie wydaje, że my, zwierzęta, tego nie czujemy – to jest bardzo piękne... I podobno właśnie w tym momencie zaczyna świecić Gwiazda. Nie trzeba jej zobaczyć, bo wtedy miałabym przechlapane… To po prostu można poczuć – przede wszystkim poczuć. I ma to wszystko związek z takimi myślami, jak te o uczuciach, czy o narodzinach wszystkiego, co nowe, przyjemne i puchate na świecie, czy nawet z tymi o Tęczowym Moście. Trochę radosnymi, trochę smutnymi i nostalgicznymi. Dlatego rozumiem, o co chodzi, i każdy rozumie – czy jest zwierzęciem, czy człowiekiem.

A oprócz tego oczywiście wszyscy się cieszą – lub starają cieszyć, bo przecież każdy ma jakieś problemy czy smutki – jedzą przygotowane wcześniej potrawy, dostają coś miłego – lub dają innym małe niespodzianki. I wszyscy obiecują sobie, że znów będą lepszą wersją siebie, bo co roku to wszystko ma przypominać o dobru, które jakoś – ale na pewno i zawsze – pojawia się w świecie, czy to ludzkim czy zwierzęcym. Już się cieszę, że za rok (choć to dla kotów bardzo długo) znowu poczuję to samo.

A teraz jestem zadowolona i najedzona. I bawiłam się swoją piłeczką! Wiem również, że niektóre z kotów, które żyją w stanie półwolnym, w świecie zewnętrznym, miały dziś lepszy dzień. Dlatego obok wyjątkowe zdjęcie: kot Czarny nad jego świąteczną miseczką!

I Zdanie Specjalne na koniec: ludzie sobie dziś mówią tradycyjne choć szczere: „Wesołych Świąt”, a ja, Emma, dodaję – niech nam Gwiazda świeci bez końca, abyśmy pamiętali o lepszej wersji siebie oraz o innych.

Czarny

Fot. i tekst: Anna Rau

Emma przybliża, jak chwytać dzień,

czyli jak użytkować miłe dary losu

Drzewko wyrosło w domu. Koty nie kłamały! To znaczy przyznam Wam, że tylko tak mówię, że niby wyrosło, bo przecież wiem, że przynieśli je Ludzie. Chyba, bo nikt mi tego nie chce wyjaśnić! A ono wczoraj po prostu jakoś się pojawiło i teraz stoi, zapraszając do zwiedzania. Zapraszając koty oczywiście, bo Ludzie, nawet jeśli to drzewko jakoś tu sprowadzili, to chyba tylko dla idei. Nic z nim nie robią, chodzą wokół i patrzą. Czyli to tak, jakby trochę się marnowało… A po drugie, po co w ogóle coś jest w domu, jeśli nie miałoby być dla Kota? Pies w tym momencie się wtrąca, że nie rozumie, dlaczego nie zakładam, że coś mogłoby być dla Psa, ale pominę ten dziwny pomysł milczeniem.

Aha, i drzewko nie wygląda jak te za oknem, tylko wyrosły na nim różne przyjemnie bimbające zabawki dla kotów. Najbardziej to lubię te słomiane – aniołki, kółeczka, kulki. Można je cudownie przegryzać… To znaczy, chciałam powiedzieć – satysfakcjonująco użytkować. Łańcuchy też są milutkie, bombki… Oczywiście Ludzie robią mnóstwo hałasu, gdy ktoś upoważniony wspina się na drzewko i zaczyna je użytkować. Czasem coś tam niby spada, niby się niszczy… Nie powinni tak panikować – nic w przyrodzie nie ginie, jak to mówi jeden z Kotów.

Killer użytkuje kokardkę

Fot. Justyna Tylingo

Tekst: Anna Rau

Emma z przekrzywionym łebkiem

obserwuje Ludzi

przed Świętami

Co robią koty, gdy na coś czekają? Śpią. Co robią ludzie, gdy na coś czekają? Wszystko! Tak, tak, chodzi mi o obecny czas.

Szanowne Koty – wiem, że podczytujecie te zapiski. Dajcie mi więc znać, czy wasi Ludzie zaczęli się dziwnie zachowywać? Czy przesuwają małymi, zabawnymi kawałkami materiału po wszystkich płaskich powierzchniach w okolicy? Czy moczą przypominającym zdechłego kalmara, szmacianym przedmiotem podłogi? (Mokre jest nieprzyjemne w łapki, ale kalmar jest bardzo intrygujący!). Czy zdejmują z półek znajdujące się tam rzeczy, żeby można je było spokojnie obwąchać, a potem wkładają z powrotem? Czy przynoszą do domu mnóstwo interesujących torebek i pakunków, w których można grzebać? Czy namawiają się godzinami, zamiast głaskać i czesać kocie futerka? Tak, w takim razie TO ogarnęło wszystkich…

Starsze koty pewnie wiedzą, o co chodzi, a malutkie kociaki niech się uczą! To się nazywa „czekanie na Święta”. Podobno wkrótce znów przyjdzie Koci Mikołaj, w domu wyrośnie drzewo do wspinania, zaczną od czasu do czasu przychodzić do nas różni ludzie, żeby posiedzieć i porozmawiać, no i wszędzie będzie pachniało jedzeniem. Tak mi opowiadały moje współdomowe Koty, Pies natomiast bardzo skupił się na opisywaniu zapachu jedzenia.

To będą moje pierwsze „Święta”. Nie wiem więc, jakie będą, ale przygotowania są naprawdę fajne. Staram się w tym wszystkim bardzo przydawać swoim Ludziom – w końcu jestem tymczasowym domownikiem – więc poluję na tego mokrego kalmara, uważnie obserwuję te podejrzane szmatki do ścierania i przede wszystkim rewiduję te przynoszone torby. Trzeba pomagać! To co, Koty – pomożecie?

Emma

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Emma zaczyna opowiadać,

jak widzi świat kot,

który prawie nie widzi

 

Przyznajcie – gdy mnie tylko zobaczyliście, pomyśleliście: „Rany, jak sobie radzi kot, który prawie nie widzi?!”. Mój Człowiek mówi czasem, że aż za dobrze... Bo biegam tu i tam, i wszędzie włażę. Naprawdę nie różnię się od innych kotów – i do tego tak bardzo chciałabym wszystko poznać! Myślę, że słyszę lepiej niż moje współdomowe koty. I czuję lepiej. Zdziwilibyście się też, jak sprawnie poruszam się w miejscu, które zdążyłam poznać. Nigdy się nie mylę! A na nowym terenie najpierw chodzę ostrożnie, tak na poziomie kociej wysokości, i wszystko dokładnie obwąchuję, a potem wchodzę coraz wyżej, wyżej… Pewnie, że czasem coś mnie zaskakuje, no i nie wszystko jest dla mnie bezpieczne. Już pogodziłam się z tym, że nie powinnam wychodzić na Zewnątrz – na tzw. Podwórko, gdzie poruszają się ogromne, warczące zwierzęta oraz nie wszystkie psy są tak zabawne i przyjazne jak ten mój. Chociaż czasem myślę, że to przesada, bo na pewno bym już z daleka usłyszała, jak warczący potwór się zbliża. One są niesamowicie szybkie, ale za to dość głośne. I nie wszędzie mogą wejść, bo tak naprawdę są dość niezgrabne. A ja jestem gibka i młoda. Tak powiada mój Człowiek – „gibka”. To znaczy śliczna, prawda? Ale wtedy któryś z moich kotów się śmieje, że nie wiem, o czym mówię. Bo warczące potwory są bardzo podstępne: czasem wydaje się, że taki śpi, albo nie żyje, bo nie rusza się przez kilka godzin, a tu nagle, gdy już siedzisz zadowolony w jego cieniu albo zwiedzasz teren pod nim, zaczyna warczeć i rusza…

Pewnie, że chciałabym widzieć jak inne koty: moje współdomowe, albo te w innych domach tymczasowych. A jestem taka jedna jedyna. Mój Człowiek mówi, że Wyjątkowa! Ale tak naprawdę to chciałabym być taka jak wszyscy. Nie mówię tego nikomu, ale zazdroszczę słodkiej Belli. Miękkie czarne futerko i duże okrągłe oczy. Idealna przytulanka. A ja? Taka rybka z białymi oczami. I czy ktoś jeszcze oprócz moich Ludzi lubi takie kocie rybki jak ja?

 

Emma

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Emma opowiada o ludzkiej bezinteresowności

i przedstawia Kogoś Nowego

Jarmark, jarmark i po jarmarku. Nasi Ludzie stali – i swoje przeżyli, bo pewnie widzieliście, że śnieg z wodą padał i roztapiał im się na wąsach, czy co tam ludzie mają. Ale warto było! Ci, którzy przyszli na Stare Miasto podziwiać światełka i domki, brali od nich to i owo: kotulanki, czyli takie miłe materiałowe koty do tulenia, torby, w których można by nosić kocie jedzenie, kartki z kocimi i nie tylko motywami, takie drewniane niby-koty, ozdoby na choinki, żeby ich kotom przyjemniej się na te drzewka wspinało, i wiele innych, ręcznie robionych rzeczy. Za te wszystkie przedmioty dawali w zamian takie ważne papierki, czyli tak zwane pieniądze, a za nie z kolei w sklepach będzie jedzenie, żwirek, lekarstwa, kocyki i inne niezbędniki! No i do tego przy okazji wielu dowiedziało się, że w Olsztynie można nam, kotom, pomagać, bo pytali się, jak i gdzie można. Inni z kolei dawali trochę więcej tych pieniędzy – tak po prostu. Jedna dziewczynka nawet oddała to, co miała w portfelu, nie chcąc niczego w zamian. Jeden pan kupił rudego drewnianego kotka, odszedł, a potem wrócił z czekoladą! To było wszystko tak fajne, że aż chce się podskakiwać, jakby słyszało się w okolicy milutką muchę.

Jest też jeszcze jeden powód, dla którego zawsze warto takie rzeczy robić. Chcę wam kogoś przedstawić… Popatrzcie – oto Lilijka! Widzicie te oczy, z którymi mogłaby podebrać rolę słynnej gwieździe filmowej, Kotu ze „Shreka”? Ten łaciaty kwiatuszek został niedawno odnaleziony przez jednego z naszych dzielnych Ludzi w pustej miejskiej studzience. Teraz – kiedy jest tak zimno i mokro. Wyobrażacie to sobie? - piszczenie w ciemności i TAKIE odkrycie? Trzy maluchy…  Jedno z nich nie wytrzymało wychłodzenia i odeszło za Tęczowy Most, ale nasza Lilijka i jej brat przeżyły, a teraz rozkosznie turlają się w cieplutkich kocykach w swoim domu tymczasowym. I mruczą podziękowanie wszystkim, którzy zechcieli nas wesprzeć podczas zaśnieżonego Jarmarku Świątecznego!

Lilijka

Fot. Justyna Tylingo

Tekst: Anna Rau