Kocie tu i teraz

Codziennie dzieje się coś interesującego: ktoś wyzdrowiał, ktoś dostał nową zabawkę, ktoś wyspał się i zaczął mruczeć w plamie słońca. Czasem dzieją się też rzeczy smutne. Stań na czterech łapach i ruszaj za Kotem Dnia w jego codzienne smutki i radości.

Emma ze zjeżonymi z nerwów wąsami

prosi o pomoc

Stało się coś strasznego. Pomóżcie! Jeśli mieszkacie z kotem, który po 15 czerwca tego roku był szczepiony na panleukopenię, proszę – niech zostanie kocim dawcą krwi! On na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu - zostanie Kocim Bohaterem! - a do tego w ten sposób wspólnie uratujecie koty pozostające w kwarantannie pod opieką C4C, Ludzi, którzy przejmują się losem olsztyńskich mruczków.

Pewnie jesteście ciekawi, jak to się stało? Choroba pojawiła się w ośrodku Stowarzyszenia wraz ze znalezionymi w ostatnią sobotę trzema kociątkami. Lekarz badający maluchy nie miał szans dostrzec zagrożenia, gdyż zarażone były odmianą panleukopenii o przebiegu nadostrym. W takim wypadku nic nie wskazuje na problem, a kot umiera bez typowych objawów - wymiotów i biegunki. Po prostu umiera...

Zaczęła się gorączkowa walka z czasem - wielką pomocą okazało olsztyńskie Schronisko dla Zwierząt, które przygotowało surowice dla kotów w ośrodku C4C.

Pomóżcie i wy! Oto adresy dwóch przychodni weterynaryjnych, które włączyły się w akcję:
Lecznica Bogdana Tworkowskiego przy ul. Barcza 9 (godz. 16.00-20.00) oraz Lecznica NATIVET przy ul. Piotrowskiego 10F (godz. 13.00-18.00).

Dzwońcie na numer 605 682 082.

Oby się udało! Ślijmy światełko dobrych myśli – niech chore koty wygrają życie.

Lena

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Emma ustala,

co dla Kociego Mikołaja oznacza termin

"grzeczny kot"

No i jak myślicie, co dostałam od Kociego Mikołaja? Popatrzcie – myszkę!!!

Ludzie też podobno mają swojego Mikołaja, ale myślę, że właśnie TO jest bajeczka dla małych kociaków. Wiadomo, że prezenty dostaje się za grzeczne zachowanie: wyjadanie wszystkiego z miseczki, a nie tylko galaretkę, co tam jeszcze… - za nie skakanie zza rogu na Człowieka niosącego kubek z herbatą, za nie polowanie na dziwne stwory pod kołdrą i takie tam. Tak mi tłumaczył Kot, jeden ze szczęśliwców, którzy razem ze mną tutaj mieszkają. Kot jest szczęśliwcem, bo to jest jego prawdziwy dom, a nie ciągłe oczekiwanie, jak w moim przypadku. Ale nie o tym chciałam… - czyli Ludzie niestety w ogóle nie kwalifikują się do prezentów od Kociego Mikołaja. Bo czy widział ktoś Człowieka, który zjadałby wszystko z miseczki, a potem mył się jak trzeba łapką? Chi chi. Powiedziałam „niestety” – gdyż moi Ludzie są milutcy oraz bardzo w porządku i ucieszyłabym się, gdyby Koci Mikołaj też o nich pamiętał.

Myślę, że jeśli w końcu pojawi się jakaś mucha, natychmiast ją upoluję i… O! – albo pająk. Pająki są fantastyczne, tak zabawnie uciekają na tych swoich chwiejących się nogach. Albo te cudowne żuki… Więc – gdy upoluję jakiegokolwiek fajnego owada, to nie ściamkam go jak zwykle, ale położę na poduszce śpiącego Człowieka. Na pewno się ucieszy.

Fot. i tekst: Anna Rau

Emmie drżą wąsy z podekscytowania,

gdyż rozmyśla

o JUTRZE

Naprawdę nie wiecie, co jest jutro?! Jutro przychodzi Koci Mikołaj!!!

Jak myślicie, co dostanę? Nową piłeczkę? Wędkę? Chyba nie… Wędka to duży prezent... Wiem – wielkie chrupki z kurczakiem! Wszystkie koty lubią chrupki z kurczakiem i Koci Mikołaj na pewno o tym świetnie wie. I z kaczką są dobre. I z wołowiną. No dobra, wszystko jedno, jakie przyniesie.

Chociaż tak naprawdę – tylko nie mówcie o tym Mikołajowi, bo jeszcze gotów nic nie przynieść, skoro tak sobie wydziwiam – to chciałabym dostać muchę! Jakiś czas temu było ich pełno, a teraz, odkąd chłodne powietrze ciągnie z kątów, nie ma ani jednej. Czasem sobie myślę, że moi Ludzie je sobie zabrali, żeby je łapać i mieć radochę. No, bo czy ktoś wie, co tak naprawdę robią całymi dniami Ludzie? Żaden kot nie potrafił mi odpowiedzieć na to pytanie.

Ale wracając do Kociego Mikołaja – wyobrazicie sobie, że wielu w niego nie wierzy? Mówią, że skoro nikt go nie wiedział, to on nie istnieje, i to takie wymysły dla malutkich kociaków. Phi, ja też wielu rzeczy nie widzę, właściwie to prawie nic (mówiłam wam o swoim jednym oczku?), i czy to znaczy, że wszystko, czego nie widzę, nie istnieje?!

Pies mówi, że nie wierzy w Mikołaja, zwłaszcza w Kociego. Za karę nic nie dostanie! A ja tak – i wtedy uwierzy.

Emma

Fot. Paulina Nowińska-Sidor

Tekst: Anna Rau

Emma rozmyśla o tym, jak powiedzieć coś mądrego,

i jakie to ważne,

być Pierwszym wśród olsztyńskich kotów

Grudzień się zaczął, w domu ciepło, a ja siedzę spokojnie (co już jest trudne) i zastanawiam się, co właściwie mam napisać - gdyż to niesamowita odpowiedzialność być PIERWSZYM wśród blogujących olsztyńskich kotów! I to kto – ja, mała, szylkretowa Emma o białych oczach.

Ponieważ pierwszy wpis jest najważniejszy ze wszystkich, chyba powinnam powiedzieć coś mądrego. Tylko że mam z tym mały problem. Gdybym choć była doświadczona, jak spokojny, pręgowany Borys, gdybym jak pasiasta Księżniczka miała kocią wiedzę o świecie i maniery, gdybym jak czarny Donatan umiała dużo i mądrze myśleć... Ale jestem zaledwie kilkumiesięczną kotką. Może w takim razie opowiem coś najważniejszego dla mnie – czyli coś o sobie.

Lubię kulki z papieru i piłeczki. Lubię fajne brzęczące muchy. Są zabawne i smaczne. Lubię siedzieć na oknie i łapać wąsami ciepło. Lubię też sprawdzać nowe dźwięki... bo trochę słabo widzę. Właściwie to na jedno oko nie widzę nic, a na drugie mało. Pamiętam, jak ktoś dawno temu powiedział (myśleli, że nie słyszę): „Będzie taka ładna, jaka szkoda, że jest chora” – i zaraz musiałam sobie radzić na ulicy. Dopiero jakiś Człowiek zabrał mnie w ciepłe miejsce, gdzie mi oczy prawie naprawili. Tyle, ile się dało. Ale teraz jestem w fajnym domu tymczasowym, gdzie mieszkam z moimi Ludźmi, trzema innymi Kotami i Psem (takim narwańcem). I piszę o olsztyńskich kotach. I to jest strasznie ważne!

Emma

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau