Kocie tu i teraz

Codziennie dzieje się coś interesującego: ktoś wyzdrowiał, ktoś dostał nową zabawkę, ktoś wyspał się i zaczął mruczeć w plamie słońca. Czasem dzieją się też rzeczy smutne. Stań na czterech łapach i ruszaj za Kotem Dnia w jego codzienne smutki i radości.

Emma opowiada o TEJ wyjątkowej chwili

w świetle Gwiazdy

Już wiem, co to są Święta. W pewnym momencie wieczoru – bo cały dzień trzeba na to „coś” czekać w takim napięciu i pośpiechu, jakby coś niesamowitego miało się zdarzyć – nagle wszystko się zatrzymuje. Ludzie na co dzień są tacy zaabsorbowani życiem: ciągle o czymś myślą, ruszają się, coś śledzą, często się czymś przejmują. I nagle wreszcie skupiają się i SĄ. Niech wam się nie wydaje, że my, zwierzęta, tego nie czujemy – to jest bardzo piękne... I podobno właśnie w tym momencie zaczyna świecić Gwiazda. Nie trzeba jej zobaczyć, bo wtedy miałabym przechlapane… To po prostu można poczuć – przede wszystkim poczuć. I ma to wszystko związek z takimi myślami, jak te o uczuciach, czy o narodzinach wszystkiego, co nowe, przyjemne i puchate na świecie, czy nawet z tymi o Tęczowym Moście. Trochę radosnymi, trochę smutnymi i nostalgicznymi. Dlatego rozumiem, o co chodzi, i każdy rozumie – czy jest zwierzęciem, czy człowiekiem.

A oprócz tego oczywiście wszyscy się cieszą – lub starają cieszyć, bo przecież każdy ma jakieś problemy czy smutki – jedzą przygotowane wcześniej potrawy, dostają coś miłego – lub dają innym małe niespodzianki. I wszyscy obiecują sobie, że znów będą lepszą wersją siebie, bo co roku to wszystko ma przypominać o dobru, które jakoś – ale na pewno i zawsze – pojawia się w świecie, czy to ludzkim czy zwierzęcym. Już się cieszę, że za rok (choć to dla kotów bardzo długo) znowu poczuję to samo.

A teraz jestem zadowolona i najedzona. I bawiłam się swoją piłeczką! Wiem również, że niektóre z kotów, które żyją w stanie półwolnym, w świecie zewnętrznym, miały dziś lepszy dzień. Dlatego obok wyjątkowe zdjęcie: kot Czarny nad jego świąteczną miseczką!

I Zdanie Specjalne na koniec: ludzie sobie dziś mówią tradycyjne choć szczere: „Wesołych Świąt”, a ja, Emma, dodaję – niech nam Gwiazda świeci bez końca, abyśmy pamiętali o lepszej wersji siebie oraz o innych.

Czarny

Fot. i tekst: Anna Rau

Emma przybliża, jak chwytać dzień,

czyli jak użytkować miłe dary losu

Drzewko wyrosło w domu. Koty nie kłamały! To znaczy przyznam Wam, że tylko tak mówię, że niby wyrosło, bo przecież wiem, że przynieśli je Ludzie. Chyba, bo nikt mi tego nie chce wyjaśnić! A ono wczoraj po prostu jakoś się pojawiło i teraz stoi, zapraszając do zwiedzania. Zapraszając koty oczywiście, bo Ludzie, nawet jeśli to drzewko jakoś tu sprowadzili, to chyba tylko dla idei. Nic z nim nie robią, chodzą wokół i patrzą. Czyli to tak, jakby trochę się marnowało… A po drugie, po co w ogóle coś jest w domu, jeśli nie miałoby być dla Kota? Pies w tym momencie się wtrąca, że nie rozumie, dlaczego nie zakładam, że coś mogłoby być dla Psa, ale pominę ten dziwny pomysł milczeniem.

Aha, i drzewko nie wygląda jak te za oknem, tylko wyrosły na nim różne przyjemnie bimbające zabawki dla kotów. Najbardziej to lubię te słomiane – aniołki, kółeczka, kulki. Można je cudownie przegryzać… To znaczy, chciałam powiedzieć – satysfakcjonująco użytkować. Łańcuchy też są milutkie, bombki… Oczywiście Ludzie robią mnóstwo hałasu, gdy ktoś upoważniony wspina się na drzewko i zaczyna je użytkować. Czasem coś tam niby spada, niby się niszczy… Nie powinni tak panikować – nic w przyrodzie nie ginie, jak to mówi jeden z Kotów.

Killer użytkuje kokardkę

Fot. Justyna Tylingo

Tekst: Anna Rau

Emma z przekrzywionym łebkiem

obserwuje Ludzi

przed Świętami

Co robią koty, gdy na coś czekają? Śpią. Co robią ludzie, gdy na coś czekają? Wszystko! Tak, tak, chodzi mi o obecny czas.

Szanowne Koty – wiem, że podczytujecie te zapiski. Dajcie mi więc znać, czy wasi Ludzie zaczęli się dziwnie zachowywać? Czy przesuwają małymi, zabawnymi kawałkami materiału po wszystkich płaskich powierzchniach w okolicy? Czy moczą przypominającym zdechłego kalmara, szmacianym przedmiotem podłogi? (Mokre jest nieprzyjemne w łapki, ale kalmar jest bardzo intrygujący!). Czy zdejmują z półek znajdujące się tam rzeczy, żeby można je było spokojnie obwąchać, a potem wkładają z powrotem? Czy przynoszą do domu mnóstwo interesujących torebek i pakunków, w których można grzebać? Czy namawiają się godzinami, zamiast głaskać i czesać kocie futerka? Tak, w takim razie TO ogarnęło wszystkich…

Starsze koty pewnie wiedzą, o co chodzi, a malutkie kociaki niech się uczą! To się nazywa „czekanie na Święta”. Podobno wkrótce znów przyjdzie Koci Mikołaj, w domu wyrośnie drzewo do wspinania, zaczną od czasu do czasu przychodzić do nas różni ludzie, żeby posiedzieć i porozmawiać, no i wszędzie będzie pachniało jedzeniem. Tak mi opowiadały moje współdomowe Koty, Pies natomiast bardzo skupił się na opisywaniu zapachu jedzenia.

To będą moje pierwsze „Święta”. Nie wiem więc, jakie będą, ale przygotowania są naprawdę fajne. Staram się w tym wszystkim bardzo przydawać swoim Ludziom – w końcu jestem tymczasowym domownikiem – więc poluję na tego mokrego kalmara, uważnie obserwuję te podejrzane szmatki do ścierania i przede wszystkim rewiduję te przynoszone torby. Trzeba pomagać! To co, Koty – pomożecie?

Emma

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Emma zaczyna opowiadać,

jak widzi świat kot,

który prawie nie widzi

 

Przyznajcie – gdy mnie tylko zobaczyliście, pomyśleliście: „Rany, jak sobie radzi kot, który prawie nie widzi?!”. Mój Człowiek mówi czasem, że aż za dobrze... Bo biegam tu i tam, i wszędzie włażę. Naprawdę nie różnię się od innych kotów – i do tego tak bardzo chciałabym wszystko poznać! Myślę, że słyszę lepiej niż moje współdomowe koty. I czuję lepiej. Zdziwilibyście się też, jak sprawnie poruszam się w miejscu, które zdążyłam poznać. Nigdy się nie mylę! A na nowym terenie najpierw chodzę ostrożnie, tak na poziomie kociej wysokości, i wszystko dokładnie obwąchuję, a potem wchodzę coraz wyżej, wyżej… Pewnie, że czasem coś mnie zaskakuje, no i nie wszystko jest dla mnie bezpieczne. Już pogodziłam się z tym, że nie powinnam wychodzić na Zewnątrz – na tzw. Podwórko, gdzie poruszają się ogromne, warczące zwierzęta oraz nie wszystkie psy są tak zabawne i przyjazne jak ten mój. Chociaż czasem myślę, że to przesada, bo na pewno bym już z daleka usłyszała, jak warczący potwór się zbliża. One są niesamowicie szybkie, ale za to dość głośne. I nie wszędzie mogą wejść, bo tak naprawdę są dość niezgrabne. A ja jestem gibka i młoda. Tak powiada mój Człowiek – „gibka”. To znaczy śliczna, prawda? Ale wtedy któryś z moich kotów się śmieje, że nie wiem, o czym mówię. Bo warczące potwory są bardzo podstępne: czasem wydaje się, że taki śpi, albo nie żyje, bo nie rusza się przez kilka godzin, a tu nagle, gdy już siedzisz zadowolony w jego cieniu albo zwiedzasz teren pod nim, zaczyna warczeć i rusza…

Pewnie, że chciałabym widzieć jak inne koty: moje współdomowe, albo te w innych domach tymczasowych. A jestem taka jedna jedyna. Mój Człowiek mówi, że Wyjątkowa! Ale tak naprawdę to chciałabym być taka jak wszyscy. Nie mówię tego nikomu, ale zazdroszczę słodkiej Belli. Miękkie czarne futerko i duże okrągłe oczy. Idealna przytulanka. A ja? Taka rybka z białymi oczami. I czy ktoś jeszcze oprócz moich Ludzi lubi takie kocie rybki jak ja?

 

Emma

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Emma opowiada o ludzkiej bezinteresowności

i przedstawia Kogoś Nowego

Jarmark, jarmark i po jarmarku. Nasi Ludzie stali – i swoje przeżyli, bo pewnie widzieliście, że śnieg z wodą padał i roztapiał im się na wąsach, czy co tam ludzie mają. Ale warto było! Ci, którzy przyszli na Stare Miasto podziwiać światełka i domki, brali od nich to i owo: kotulanki, czyli takie miłe materiałowe koty do tulenia, torby, w których można by nosić kocie jedzenie, kartki z kocimi i nie tylko motywami, takie drewniane niby-koty, ozdoby na choinki, żeby ich kotom przyjemniej się na te drzewka wspinało, i wiele innych, ręcznie robionych rzeczy. Za te wszystkie przedmioty dawali w zamian takie ważne papierki, czyli tak zwane pieniądze, a za nie z kolei w sklepach będzie jedzenie, żwirek, lekarstwa, kocyki i inne niezbędniki! No i do tego przy okazji wielu dowiedziało się, że w Olsztynie można nam, kotom, pomagać, bo pytali się, jak i gdzie można. Inni z kolei dawali trochę więcej tych pieniędzy – tak po prostu. Jedna dziewczynka nawet oddała to, co miała w portfelu, nie chcąc niczego w zamian. Jeden pan kupił rudego drewnianego kotka, odszedł, a potem wrócił z czekoladą! To było wszystko tak fajne, że aż chce się podskakiwać, jakby słyszało się w okolicy milutką muchę.

Jest też jeszcze jeden powód, dla którego zawsze warto takie rzeczy robić. Chcę wam kogoś przedstawić… Popatrzcie – oto Lilijka! Widzicie te oczy, z którymi mogłaby podebrać rolę słynnej gwieździe filmowej, Kotu ze „Shreka”? Ten łaciaty kwiatuszek został niedawno odnaleziony przez jednego z naszych dzielnych Ludzi w pustej miejskiej studzience. Teraz – kiedy jest tak zimno i mokro. Wyobrażacie to sobie? - piszczenie w ciemności i TAKIE odkrycie? Trzy maluchy…  Jedno z nich nie wytrzymało wychłodzenia i odeszło za Tęczowy Most, ale nasza Lilijka i jej brat przeżyły, a teraz rozkosznie turlają się w cieplutkich kocykach w swoim domu tymczasowym. I mruczą podziękowanie wszystkim, którzy zechcieli nas wesprzeć podczas zaśnieżonego Jarmarku Świątecznego!

Lilijka

Fot. Justyna Tylingo

Tekst: Anna Rau

Emma podskakuje z radości i opowiada

o tym, co cudowne,

i o tym, co zabawne

Myślę, że życie bywa i straszne, i cudowne jednocześnie. Wiem, że to nie jest odkrywcze, ale tak właśnie uważam. Zresztą prawda nie musi być odkrywcza. Wiecie, że się udało? Że zbiorowa kocio-ludzka pomoc uratowała życia siedemnastu kotom?! Było strasznie, jest cudownie. Dziękuję, dziękuję, dziękuję!!!

A teraz wszyscy zasłużyli na trochę rozrywki. Na pewno już słyszeliście, że w samym środku ludzkiego miasta, w tej najstarszej części, ludzie co roku urządzają sobie taką głośną i błyskającą imprezę z okazji zbliżających się świąt. (Jeśli ktoś mi w tym momencie powie, że koty, a zwłaszcza ja, niedowidząca Emma, guzik wiedzą o tym, co się gdzieś dzieje, to sami mało wiedzą!). I tam wtedy są takie domki, co wyglądają jak te kocie ze styropianu i drewna, ale są wielkie oczywiście, a w środku domków są: człowiek, świecące gadżety, które można gryźć, wisiorki, które można turlać, słomki, które można chwytać, koraliki, które można ganiać, torby, do których można się schować, poduszki, na których można leżeć, figurki, które można rozbijać, miseczki, z których można jeść… (Chwila, a po co jest ten człowiek, o którym powiedziałam na początku – co z nim można zrobić?). No ale – i tam, w miejscu, które jest skrzyżowaniem ludzkiej ulicy Prostej i Stare Miasto, po arkadami, stoją Ludzie, którzy, jak wiecie, opiekują się kotami. Nasi Ludzie. I mają cudne przedmioty, które można kupić – takie kocie i bardziej ludzkie. Dla każdego coś. I co najważniejsze – wszystko, co otrzymają za te przedmioty, będzie przeznaczone na nas – olsztyńskie koty! Zajdźcie tam koniecznie - stoją tam aż do niedzieli włącznie - i kupcie coś! Są torby do chowania, portfele do grzebania, bombki do zbijania, zakładki do…

Tekst: Anna Rau

Emma ze zjeżonymi z nerwów wąsami

prosi o pomoc

Stało się coś strasznego. Pomóżcie! Jeśli mieszkacie z kotem, który po 15 czerwca tego roku był szczepiony na panleukopenię, proszę – niech zostanie kocim dawcą krwi! On na pewno nie będzie miał nic przeciwko temu - zostanie Kocim Bohaterem! - a do tego w ten sposób wspólnie uratujecie koty pozostające w kwarantannie pod opieką C4C, Ludzi, którzy przejmują się losem olsztyńskich mruczków.

Pewnie jesteście ciekawi, jak to się stało? Choroba pojawiła się w ośrodku Stowarzyszenia wraz ze znalezionymi w ostatnią sobotę trzema kociątkami. Lekarz badający maluchy nie miał szans dostrzec zagrożenia, gdyż zarażone były odmianą panleukopenii o przebiegu nadostrym. W takim wypadku nic nie wskazuje na problem, a kot umiera bez typowych objawów - wymiotów i biegunki. Po prostu umiera...

Zaczęła się gorączkowa walka z czasem - wielką pomocą okazało olsztyńskie Schronisko dla Zwierząt, które przygotowało surowice dla kotów w ośrodku C4C.

Pomóżcie i wy! Oto adresy dwóch przychodni weterynaryjnych, które włączyły się w akcję:
Lecznica Bogdana Tworkowskiego przy ul. Barcza 9 (godz. 16.00-20.00) oraz Lecznica NATIVET przy ul. Piotrowskiego 10F (godz. 13.00-18.00).

Dzwońcie na numer 605 682 082.

Oby się udało! Ślijmy światełko dobrych myśli – niech chore koty wygrają życie.

Lena

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Emma ustala,

co dla Kociego Mikołaja oznacza termin

"grzeczny kot"

No i jak myślicie, co dostałam od Kociego Mikołaja? Popatrzcie – myszkę!!!

Ludzie też podobno mają swojego Mikołaja, ale myślę, że właśnie TO jest bajeczka dla małych kociaków. Wiadomo, że prezenty dostaje się za grzeczne zachowanie: wyjadanie wszystkiego z miseczki, a nie tylko galaretkę, co tam jeszcze… - za nie skakanie zza rogu na Człowieka niosącego kubek z herbatą, za nie polowanie na dziwne stwory pod kołdrą i takie tam. Tak mi tłumaczył Kot, jeden ze szczęśliwców, którzy razem ze mną tutaj mieszkają. Kot jest szczęśliwcem, bo to jest jego prawdziwy dom, a nie ciągłe oczekiwanie, jak w moim przypadku. Ale nie o tym chciałam… - czyli Ludzie niestety w ogóle nie kwalifikują się do prezentów od Kociego Mikołaja. Bo czy widział ktoś Człowieka, który zjadałby wszystko z miseczki, a potem mył się jak trzeba łapką? Chi chi. Powiedziałam „niestety” – gdyż moi Ludzie są milutcy oraz bardzo w porządku i ucieszyłabym się, gdyby Koci Mikołaj też o nich pamiętał.

Myślę, że jeśli w końcu pojawi się jakaś mucha, natychmiast ją upoluję i… O! – albo pająk. Pająki są fantastyczne, tak zabawnie uciekają na tych swoich chwiejących się nogach. Albo te cudowne żuki… Więc – gdy upoluję jakiegokolwiek fajnego owada, to nie ściamkam go jak zwykle, ale położę na poduszce śpiącego Człowieka. Na pewno się ucieszy.

Fot. i tekst: Anna Rau

Emmie drżą wąsy z podekscytowania,

gdyż rozmyśla

o JUTRZE

Naprawdę nie wiecie, co jest jutro?! Jutro przychodzi Koci Mikołaj!!!

Jak myślicie, co dostanę? Nową piłeczkę? Wędkę? Chyba nie… Wędka to duży prezent... Wiem – wielkie chrupki z kurczakiem! Wszystkie koty lubią chrupki z kurczakiem i Koci Mikołaj na pewno o tym świetnie wie. I z kaczką są dobre. I z wołowiną. No dobra, wszystko jedno, jakie przyniesie.

Chociaż tak naprawdę – tylko nie mówcie o tym Mikołajowi, bo jeszcze gotów nic nie przynieść, skoro tak sobie wydziwiam – to chciałabym dostać muchę! Jakiś czas temu było ich pełno, a teraz, odkąd chłodne powietrze ciągnie z kątów, nie ma ani jednej. Czasem sobie myślę, że moi Ludzie je sobie zabrali, żeby je łapać i mieć radochę. No, bo czy ktoś wie, co tak naprawdę robią całymi dniami Ludzie? Żaden kot nie potrafił mi odpowiedzieć na to pytanie.

Ale wracając do Kociego Mikołaja – wyobrazicie sobie, że wielu w niego nie wierzy? Mówią, że skoro nikt go nie wiedział, to on nie istnieje, i to takie wymysły dla malutkich kociaków. Phi, ja też wielu rzeczy nie widzę, właściwie to prawie nic (mówiłam wam o swoim jednym oczku?), i czy to znaczy, że wszystko, czego nie widzę, nie istnieje?!

Pies mówi, że nie wierzy w Mikołaja, zwłaszcza w Kociego. Za karę nic nie dostanie! A ja tak – i wtedy uwierzy.

Emma

Fot. Paulina Nowińska-Sidor

Tekst: Anna Rau

Emma rozmyśla o tym, jak powiedzieć coś mądrego,

i jakie to ważne,

być Pierwszym wśród olsztyńskich kotów

Grudzień się zaczął, w domu ciepło, a ja siedzę spokojnie (co już jest trudne) i zastanawiam się, co właściwie mam napisać - gdyż to niesamowita odpowiedzialność być PIERWSZYM wśród blogujących olsztyńskich kotów! I to kto – ja, mała, szylkretowa Emma o białych oczach.

Ponieważ pierwszy wpis jest najważniejszy ze wszystkich, chyba powinnam powiedzieć coś mądrego. Tylko że mam z tym mały problem. Gdybym choć była doświadczona, jak spokojny, pręgowany Borys, gdybym jak pasiasta Księżniczka miała kocią wiedzę o świecie i maniery, gdybym jak czarny Donatan umiała dużo i mądrze myśleć... Ale jestem zaledwie kilkumiesięczną kotką. Może w takim razie opowiem coś najważniejszego dla mnie – czyli coś o sobie.

Lubię kulki z papieru i piłeczki. Lubię fajne brzęczące muchy. Są zabawne i smaczne. Lubię siedzieć na oknie i łapać wąsami ciepło. Lubię też sprawdzać nowe dźwięki... bo trochę słabo widzę. Właściwie to na jedno oko nie widzę nic, a na drugie mało. Pamiętam, jak ktoś dawno temu powiedział (myśleli, że nie słyszę): „Będzie taka ładna, jaka szkoda, że jest chora” – i zaraz musiałam sobie radzić na ulicy. Dopiero jakiś Człowiek zabrał mnie w ciepłe miejsce, gdzie mi oczy prawie naprawili. Tyle, ile się dało. Ale teraz jestem w fajnym domu tymczasowym, gdzie mieszkam z moimi Ludźmi, trzema innymi Kotami i Psem (takim narwańcem). I piszę o olsztyńskich kotach. I to jest strasznie ważne!

Emma

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau