Kocie tu i teraz

Codziennie dzieje się coś interesującego: ktoś wyzdrowiał, ktoś dostał nową zabawkę, ktoś wyspał się i zaczął mruczeć w plamie słońca. Czasem dzieją się też rzeczy smutne. Stań na czterech łapach i ruszaj za Kotem Dnia w jego codzienne smutki i radości.

Księżniczka zastanawia się,

czy wszyscy powinni być tacy sami

Czytaliście wpis tego małego Ignasia, który tak brawurowo wepchał się między starszych i wymiauczał to, co chciał, wszem i wobec? Rozśmieszyło mnie to, bo taka jest właśnie młodość i takie są kociaki. Nie ma rzeczy niemożliwych i wszystko musi być natychmiast. Chyba też taka byłam, ale słabo to pamiętam, bo według ludzkich miar mam już 8 lat. Wiecie – osiem razy widziałam zimę. Dla kota to sporo.

O! Mam dobre porównanie. W ostatnich dniach ludzie chcieli tak specjalnie uhonorować swoje babcie i dziadków. Wiecie o tym, prawda? A wiecie, skąd się biorą babcie i dziadkowie? To cały proces, który wygląda tak: najpierw biega sobie taki mały człowiek, potem rośnie, rośnie, i w końcu jest młody, ale dorosły, i jakoś tam ma swoje kociaki, eeee... ludziki, i one zaczynają biegać, i rosną, rosną, aż w końcu mają swoje ludziki, i tak bez końca. Jak u kotów chi chi. Tylko że u ludzi to wszystko chyba jest łatwiejsze, w końcu żyjemy w ludzkim świecie... No, ale ci pierwsi, najstarsi ludzie widzą te najmłodsze ludziki i się nimi cieszą. Bo gdyby nie oni, to tych maluchów by nie było. A ludziki są wdzięczne tym starszym. Uf, skomplikowane. Ale też w pewnym sensie jakoś mnie dotyczy.

Klara mówiła, że mam pisać. A ja, tak jak mówiłam, mam już 8 lat i wrażenie, że nie jestem taka, jak by ludzie chcieli. Rzadko przychodzę, żeby mnie głaskać i dotykać, i naprawdę bardzo nie lubię, gdy ktoś mnie bierze na ręce! Wtedy się obrażam, albo trochę drapnę. Bo nie lubię! Chyba mam prawo zachować swoje futerko dla siebie? I czy wszystkie koty muszą zachowywać się tak samo? Przecież z nami jest jak z ludźmi – na pewno nie każdy lubi się przytulać, obejmować i stale przebywać w jakiejś gromadzie. My, koty, jesteśmy takie różne – czarne, łaciate i pasiaste, niektóre lubią piłeczki, inne leżenie, niektóre podsuwają grzbiet do drapania, inne wolą obserwować i mruczeć z daleka. To chyba dobrze, że się różnimy – tak ma być. I dlatego może znalazłby się jakiś człowiek z tych mniej przytulnych, który doceniłby mniej przytulnego kota? Jestem spokojna i grzeczna. I ładna. Lubię ludzi. Chciałabym mieć własny dom. Tyle mogę napisać.

Księżniczka

Tekst: Anna Rau

Ignaś przedziera się między seniorami,

żeby oznajmić coś ważnego

„Możecie teraz powtarzać: Ignaś jest geniuszem!” – tak mówiłem Lenie, Impresji i Lilijce w dniu, kiedy moi Ludzie mi TO powiedzieli. Że wkrótce jadę do własnego domu! Wyobrażacie sobie?! Oj, wiem, że teraz miały pisać starsze koty, ale jakoś tak długo się zastanawiały, a ja właśnie mam TAKĄ nowinę… Gdybym teraz nie napisał, to nigdy byście się nie dowiedzieli, nie? A poza tym to też świetny patent dla wszystkich kotów czekających na swój dom, tych starszych również, więc trzeba to było napisać i już. No i jest jeszcze jedno, więc naprawdę trzeba.

Od początku to wyglądało tak: mieszkam w domu tymczasowym moich Ludzi od kociaka, od mniej więcej połowy października zeszłego roku. A raczej mieszkamy, bo tak naprawdę była nas spora gromada. (Najpierw troje i Marika, o której już pisałem, że taka jest ważna i dorosła, a w grudniu jeszcze dobiła do nas Lilijka, jedna z tych kociaków, które wyciągnięto ze studzienki). Fajnie się taką czeredą brykało, ale czasem też przychodziło każdemu do głowy: „ciekawe, które z nas pierwsze zostanie wybrane”. I wyszło, że to właśnie ja!… Ha, a czego to jest rezultat? Oczywiście połączenie różowego nosa oraz pracy nad Postanowieniami Noworocznymi! To teraz apel: kociaki i koty, te z różowymi, czarnymi, brązowymi nosami - postanowienia działają! Bo czy z tego wszystkiego napisałem już, że i Lilijka znalazła dom? Ta, co, gdy się podczas wspólnego biegania przewróci, to macha łapkami, chi chi. Wygląda jak aniołek, ale niesamowicie szybko zasuwa do miseczki – bo takie było jej postanowienie noworoczne. No i teraz ma dom. Suuuper. Jest jedno ale. To właśnie ta druga sprawa. Impresja i Lena zostają… Są takie fajne. Nie wiem, co im powiedzieć. Też zrobiły postanowienia, pisałem o tym. Na pewno ktoś je wybierze.

A na razie… Gdybyśmy byli ludźmi, wzięlibyśmy się z Lilijką za łapki - i w drogę. Moi Ludzie dadzą mi zabawkę na nowe. Ostatni raz tycnięcie nosem. Dziękuję Wam za wszystko. Lena, Impresja – będzie dobrze.

Ignaś

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Klara i Księżniczka naradzają się

nad listem od Kleofasa

- Kleofas dobrze mówi o tym blogowaniu seniorów, nie?

- Taaak… Ale ja chyba bałabym się pisać… I nie umiem.

- Księżniczko, co też ty mówisz. A kto do tej pory blogował?

- Emma, czyli już legendarny Pierwszy Blogujący Olsztyński Kot, Jaskier, Maserati, Ignacy

- Same kociaki, nie?

- Tak, ale co z tego?

- Ano to, że skoro takie maluchy, co to im tylko muchy albo zabawa sznureczkiem w głowie, potrafią sklecić kilka zdań o sobie, żeby Ludzie dowiedzieli się, o czym myślą koty, to chyba te dorosłe, które to i owo już widziały, tym bardziej potrafią!

- Klaro, ale ja nie jestem taka jak ty. Masz swoje zainteresowania – taki własny świat, ciągle coś obserwujesz przez okno, wąchasz… a potem śnisz. A ja to właściwie lubię leżenie, spanie, pielęgnowanie futerka, wygrzewanie się… Nie jestem intelektualistką. O czym miałabym pisać?

- O dobrych manierach na przykład. O stosownym korzystaniu z drapaka. O eleganckim oczekiwaniu na własny dom – z zadbanym futerkiem i zachęcającym w wymowie mruczeniem.

- Nooo, może… To co odpiszemy Kleofasowi?

- Lobby kociaków do piłeczek! Koci seniorzy na start!

Klara

Fot. Anna Skrzypińska

Tekst: Anna Rau

List Kleofasa

Łaskawe Panie Klaro i Księżniczko!

Mam nadzieję, że obie Panie pozostają w doskonale puchatej kondycji, a Ich miseczki zawsze pełne. Nigdy dotąd nie miałem przyjemności pisać do Pań, ale zaistniała pewna sprawa nie cierpiąca zwłoki, tak iż doprawdy nie mogłem dłużej zwlekać…

Z pewnością podczytują Panie, jak i wszystkie koty w domach tymczasowych, wpisy naszych blogujących kociaków. Wszelka kocia perspektywa jest niesłychanie ważna, ale co Panie myślą o tym, aby co pewien czas i głos dojrzałych kotów był słyszany? Ludzie wszak gotowi pomyśleć, że tylko małe kotki pragną własnego domu! Albo nawet coś jeszcze gorszego – że wyłącznie maluchy nadają do adopcji… Byłoby to bardzo smutne, gdyż zarówno Panie, jak i ja – my, wszystkie koty o większym bagażu przeżyć – świetnie wiemy, że to nieprawda.

Zapewne słyszały Panie o mnie i mojej sytuacji, powiem więc krótko. Miałem uporządkowane, kocie życie z ciepłą poduszką, swoim Człowiekiem i miseczką. Straciłem wszystko. Teraz co prawda żyję w miłym miejscu z innym Człowiekiem, który się mną opiekuje, jednak i tak czekam na własny dom. Mówię to bez emocji – jestem dojrzałym i poważnym kotem. Nie mam takich złudzeń jak nasze kociaki, które zwinięte w kłębek najpierw słodko marzą przed snem o Kocim Mikołaju, a potem o mitycznym własnym domu pełnym zabawek, i myślą, że to wszystko jest możliwe. Ja już wiem, że może być różnie, i jestem wdzięczny za to, co mam. Choć z całego serca chciałbym znów być czymś Chcianym Kotem… Tak samo myślą wszystkie dojrzałe „tymczasowe koty”. Niech ktoś się o tym dowie.

Kończę, aby Miłych Pań nie zanudzić. Pozostaję w szacunku i liczę na Pań mruczące wsparcie w blogowaniu

Kleofas

Kleofas

Fot. Anna Żokowska

Tekst: Anna Rau

Ignaś wylicza ważne sprawy,

nad którymi będzie pracował w Nowym Roku

Usłyszałem niedawno ciekawą historię, że ludzie robią sobie od czasu do czasu takie postanowienia, które potem starają się wypełnić, i jak im się uda, mają radość oraz są lepsi, zdrowsi i co tam chcieli. I my też je zrobiliśmy, ale pamiętacie dlaczego – bo w ten sposób (jako jeszcze milsze i lepiej wychowane kociaki) pomożemy sobie w znalezieniu własnego domu. Myśleliśmy nad tym w czwórkę, czyli Impresja, Lena, Lilijka i ja. Choć moje postanowienia są najmądrzejsze.

Impresja to tylko wymyśliła, że wyśledzi, co tak naprawdę robią sikorki na drzewie naprzeciw okna. Jakby fruwające jedzenie mogło robić cokolwiek interesującego. Lena z kolei zaczęła marzyć, że będzie taka „elegancka w ruchach jak Marika”, czyli nasza kotka na stałym. Rany! „Elegancka w ruchach”… Marika ma piękne czarne futerko i jest całkiem dorosła. To znaczy często siedzi gdzieś z boku z ogonem zawiniętym wokół łapek i i tylko patrzy, jak my się ganiamy. I w ogóle nie chciała zastanawiać się nad postanowieniami noworocznymi, bo stwierdziła, że to dziwny pomysł ulepszać kota. Dorośli są nudni, nie? No, ale Lilijka to już w ogóle. Postanowiła pierwsza dobiegać do miseczki i więcej jeść. Ale pomysł! To jak ja patrzę na swoje postanowienia, to wiem, że jestem taki mądry jak człowiek albo jakiś super kot! No, sami przeczytajcie:

1. Urosnę (z tym myślę, nie będzie żadnego problemu, świetne postanowienie!).

2. Będę bardziej dbać o swoje futerko, bo na razie to czasem tak trochę się myję, żeby nikt sobie nie myślał, a potem ganiam za Lilijką i ona tak fajnie się przewraca, i macha łapkami.

3. Dowiem się przed Impresją, co robią sikorki.

4. Nauczę się turlania piłeczki po linii prostej, bo teraz to mi ciągle lata zakosami i trafia w różne kąty, skąd można ją fajnie wydobywać, miaucząc.

5. Wyciągnę w końcu którąś z małych ruszających się zabawek z tego grającego pudełka, co stoi na szafce, i gdy próbuję na niego włazić, moi Ludzie krzyczą „Ignacy! Nie na telewizor, nie na telewizor!!!!”. Chcą je schować dla siebie, ot co.

6. I najważniejsze: będę ZAWSZE wyprzedzał Lilijkę do miseczki.

Ignaś

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Ignaś, który wie,

że umie wzbudzać ciekawość,

planuje...

Dowiedziałem się, że teraz piszą kociaki, więc szybko dorwałem się do głosu… Bo ja już nie jestem takim znowu kociakiem, i z każdym dniem będę coraz mniej, więc kiedy napiszę, jak nie teraz? To piszę. Ja – Ignaś!

Potem powiem wam o sobie trochę więcej, bo dziś to tylko chciałem wam kogoś pokazać. Ten kociak obok. Ale różowy nos, nie? Różowe nosy są świetne… Ja też mam różowy nos, pa bam!!! No, ale ten kociak z nosem to nie ja. To Lamia. Wczoraj znalazła swoich Ludzi i od razu dostała od nich w prezencie dom na zawsze! A ja, jak się o tym dowiedziałem, to pomyślałem sobie, że chociaż jestem w fajnistym domu tymczasowym (moi Ludzie są super!), to też chciałbym dostać takim własny, jak ta Lamia. I zacząłem się zastanawiać, co mogę zrobić, żeby ktoś mnie wybrał. Bo skoro do tej pory to jakoś nie wyszło, to może za mało się starałem? I że tak dzielnie skaczę na drapaku albo że pierwszy galopuję do miseczki, to za mało?… (W tym momencie muszę zdradzić, że myśleliśmy nad problemem zbiorowo, bo nas tu trochę więcej mieszka, i trochę mnie zakrzyczeli, kiedy napisałem „zacząłem” – ale o tym potem, potem, jak się wam pokażę! Umiem wzbudzać ciekawość, nie?).

I wymyśliłem. Zrobię sobie postanowienia na Nowy Rok – jak ludzie! A kiedy zacznę je stopniowo spełniać, będę tak świetnym, obiecującym, modelowym kotem, że od razu mnie ktoś wybierze. Świetny plan. To jesteśmy umówieni.

A teraz na koniec powinienem kogoś pozdrowić, jak to mówią w ludzkim radiu. To pozdrawiam Lamię. Lamia! Masz świetny nos! Niech ci się układa w nowym domu! Pozdrawiamy cię, my – tutejsze kociaki na tymczasie: Ignaś, Impresja, Lena i Lilijka, jak też mieszkająca tu na stałe Marika.

Chyba się wygadałem. No, ale chcieliśmy ją wszyscy pozdrowić, to co miałem robić. Chwila – czy koty nie powinny mówić „miauem”?

Selfie Lamii

Fot. Kamila Gierczyńska

Tekst: Anna Rau

Maserati zdradza,

czym tak naprawdę jest nowy rok

Teraz jest ludzki nowy rok. Tak słyszałem, ale przyznam wam, że nie do końca wiem, o co chodzi. Właśnie jest na świecie kolejna zima – w co trudno mi uwierzyć, bo to pierwsza zima, jaką widzę. I ludzie jakoś je liczą – oraz czas od jednej do kolejnej. I sobie mówią, że na początku, czyli teraz, ten nowy rok jest malutki jak kociak, bo poprzedni, gdy odchodził, to był stary, jak kot, co ma kilkanaście lat i odchodzi za Tęczowy Most. A ja mam nadzieję, że ten stary rok nie odszedł za Tęczowy Most, tylko do jakiegoś Domu dla wszystkich lat od początku świata... Ale! – jeśli nowy rok jest taki mały jak kociak, to teraz chyba czas na zapiski kociaków! A ja jestem kociakiem, więc czas na mnie.

Jestem Maserati, zwany przez Mojego Człowieka, u którego mieszkam tymczasowo, Maciusiem. Maserati to nazwisko rodowe od miejsca, gdzie mnie znaleziono, czyli na stacji benzynowej, gdzie pojawiają się i znikają wielkie, warczące potwory. Ludzie im w brzuchach jeżdżą. Trochę to dziwne, nie?

Powiem wam więcej o sobie, ale potem, bo jestem mały i mam rozwaloną bródkę, więc żeby o tym nie myśleć, dużo się bawię. Choć tak naprawdę to się dużo bawię, bo jestem kociakiem. I jeśli nowy rok też jest kociakiem, to pewnie się bawi… Rudy kot, z którym mieszkam, mówi, że mam nie wymyślać, bo nigdy nie powiedział, że nowy rok jest kociakiem. A już według ludzi to NA PEWNO ich nowy rok nie jest kociakiem! To ja mu wtedy, że to bardziej prawdopodobne, że jest kociakiem i się bawi, niż że jest dużym rudym kotem w paski i tylko leży na parapecie jak on! I wtedy on zaczyna mnie gonić i fajnie się bawimy we wnerwionego rudego kota goniącego nowy rok!

Maserati

Fot. Rafał Kaźmierczak

Tekst: Anna Rau

Jaskier się szybko pakuje

Zaraz odjeżdżam. Tak, dobrze przeczytaliście - właśnie jadę do nowego domu! To znaczy wiozą mnie oczywiście. Ale chciałem jeszcze coś napisać, bo jeśli dobrze pójdzie, to już się nigdy nie zobaczymy – będę miał nowe życie. Nową miseczkę. Nowych ludzi do ocierania się i uderzania noskiem. Nowe… O, tam będę miał nową koleżankę! Kotkę o podpalanym futerku. I to bardzo śmieszne, bo do tej pory mieszkałem z Jarząbkiem, takim fajnym kotem z łatką na nosie. Mój Człowiek przez ostatnie dni wszystko mi opowiedział – na przykład, jacy są moi Nowi Ludzie. Wyobrażacie sobie, że jeden z nich jest taki prawie w moim wieku? Oczywiście gdybym był człowiekiem, a nie kotem. Więc będziemy mogli się razem bawić. Że ta kotka może na początku na mnie prychnąć, ale mam się nie przejmować. Że mam się niczego nie bać podczas jazdy. Że na nowym będzie ciekawie i kocio. I że będzie za mną tęsknić. Tak jak i Jarząbkowi też pewnie będzie trochę łyso. No, i ja muszę powiedzieć, że… Ale nie o tym chciałem, duże koty są dzielne, nie?

Wiecie, co pakuje w drogę taki super-kot jak Jaskier, kiedy się przeprowadza do nowego domu? Swoją miseczkę. Tam dostanę nową, ale co własna, wylizana milion razy, to własna. Swój kocyk, taki przyjemnie pachnący Jaskrem. No i moją ulubioną piłeczkę. Żebym miał co turlnąć do nowej koleżanki, to wtedy może się szybciej i milej poznamy. I już. No to, miau, Ludzie, trzymajcie za mnie łapy, czy jak wy tam mówicie.

Jaskier

Fot. Klaudia Goriewa

Tekst: Anna Rau

Jaskier przedstawia się,

a do tego wyznaje, że kocie życie

jest skomplikowane

To ja. Jaskier. Tutaj po raz pierwszy! I do tego Latający Kot, chi chi. Dlaczego latający? Bo jestem kotem na wylocie!

Nie umiem tak poetycko zachwycać się światem jak Emma. Swoją drogą, nie dość, że jest fajna, to jeszcze stała się sławna jako Pierwszy Olsztyński Blogujący Kot. Ale ja jako Drugi może też będę trochę sławny?... A nawet jeśli nie, to co tam. I tak na pewno będę szczęśliwy. Zresztą – już jestem! Duże słowo, nie? Ale, wiecie, stało się coś, na co czekałem od wczesnej jesieni. Od września – jak to mówią Ludzie – bo właśnie wtedy zamieszkałem u mojego Fajnego Człowieka. Zamieszkałem tymczasowo. I właśnie dziś Mój Człowiek oficjalnie i uroczyście powiedział mi, że mogę powoli pakować swoje rzeczy. W pierwszej chwili pomyślałem, że pewnie przesadziłem z tą kolejną zżartą choinkową zabawką… Ale nie – po prostu Ktoś, a raczej Ktosie, taki małe Ludzkie Stado, chce mnie wziąć na zawsze! Pomyśleć – będę miał Własny Dom. Zameldowanie stałe, jak to mówią Ludzie…

Nie wiem, co czuć. Bo niech nikt nie myśli, że to łatwe. Mój Człowiek mnie bardzo, bardzo lubi. Widzę to. I ja.. też go bardzo… Mruczenie na jego widok samo mi wychodzi. I nie mogę się powstrzymać od nosków. (Ludzie są tacy zabawni, w ogóle nie porośnięci futerkiem!). A z drugiej strony, Własny Dom, na Zawsze… To taka gwiazdka z nieba w łapkach, nie? Przedwczoraj Ludzie świętowali Ludzką Gwiazdkę. Może też dostali własne Domy.

Jaskier

Fot. Klaudia Goriewa

Tekst: Anna Rau

Emma opowiada o TEJ wyjątkowej chwili

w świetle Gwiazdy

Już wiem, co to są Święta. W pewnym momencie wieczoru – bo cały dzień trzeba na to „coś” czekać w takim napięciu i pośpiechu, jakby coś niesamowitego miało się zdarzyć – nagle wszystko się zatrzymuje. Ludzie na co dzień są tacy zaabsorbowani życiem: ciągle o czymś myślą, ruszają się, coś śledzą, często się czymś przejmują. I nagle wreszcie skupiają się i SĄ. Niech wam się nie wydaje, że my, zwierzęta, tego nie czujemy – to jest bardzo piękne... I podobno właśnie w tym momencie zaczyna świecić Gwiazda. Nie trzeba jej zobaczyć, bo wtedy miałabym przechlapane… To po prostu można poczuć – przede wszystkim poczuć. I ma to wszystko związek z takimi myślami, jak te o uczuciach, czy o narodzinach wszystkiego, co nowe, przyjemne i puchate na świecie, czy nawet z tymi o Tęczowym Moście. Trochę radosnymi, trochę smutnymi i nostalgicznymi. Dlatego rozumiem, o co chodzi, i każdy rozumie – czy jest zwierzęciem, czy człowiekiem.

A oprócz tego oczywiście wszyscy się cieszą – lub starają cieszyć, bo przecież każdy ma jakieś problemy czy smutki – jedzą przygotowane wcześniej potrawy, dostają coś miłego – lub dają innym małe niespodzianki. I wszyscy obiecują sobie, że znów będą lepszą wersją siebie, bo co roku to wszystko ma przypominać o dobru, które jakoś – ale na pewno i zawsze – pojawia się w świecie, czy to ludzkim czy zwierzęcym. Już się cieszę, że za rok (choć to dla kotów bardzo długo) znowu poczuję to samo.

A teraz jestem zadowolona i najedzona. I bawiłam się swoją piłeczką! Wiem również, że niektóre z kotów, które żyją w stanie półwolnym, w świecie zewnętrznym, miały dziś lepszy dzień. Dlatego obok wyjątkowe zdjęcie: kot Czarny nad jego świąteczną miseczką!

I Zdanie Specjalne na koniec: ludzie sobie dziś mówią tradycyjne choć szczere: „Wesołych Świąt”, a ja, Emma, dodaję – niech nam Gwiazda świeci bez końca, abyśmy pamiętali o lepszej wersji siebie oraz o innych.

Czarny

Fot. i tekst: Anna Rau