Iwo planuje karierę sportową

Jak tak patrzę przez okno, to na zewnątrz jest jakiś koszmar. Nie lubię tego białego. Moczy łapki i jest zimne. Na chwilę bywa zabawne, ale chodzić po tym? Brrr… Ale Ludzie… Podobno Ludzie urządzają sobie takie specjalne zabawy, czy jak to nazwać – że ślizgają się po tym białym, zjeżdżają na jakichś płaskich przedmiotach, turlają się, rzucają jakimiś innymi przedmiotami i ogólnie są bardzo aktywni. A inni na to patrzą. I to nie tylko ci młodzi – te małe ludziki, co biegają i hałasują, ale tacy już duzi. Nie wiem, co o o tym myśleć. Widziałem z okna, że kawki czasem ślizgają się z dachu – tak specjalnie – ale żeby Ludzie?! No, tak czy owak, takie coś nazywa się sport zimowy i jak jakiś Człowiek jest najszybszy albo najbardziej wyturlany, albo najbardziej ośnieżony, to jest „mistrzem” i dostaje medal. Cokolwiek to znaczy. Może kiełbaskę. Choć ja bym wołał wieniec z szynki. (Ach ach). A potem ten „mistrz” stoi na takim podwyższeniu, grają specjalne dźwięki, a wszyscy zgromadzeni Ludzie się cieszą i machają szmatkami, i podskakują. Zabawne. Ale nawet mnie przekonuje. Tylko jak ja bym zorganizował takie kocie sporty zimowe, to byłyby inne! Jedzenie na czas. I zwycięzca dostaje dodatkową porcję. Turlanie piłeczki łapką. Dopadanie myszki. Galop do drapaka. Artystyczne grzebanie w kuwecie. No i zasypianie na czas. I zapewniam - w każdej z tych kategorii będę mistrzem! A nagroda dla zwycięzcy oczywiście taka sama – dodatkowa porcja. Ewentualnie ta medalowa kiełbaska – jak u Ludzi. A przy okazji oczywiście ludzcy kibice mogą machać szmatkami i podskakiwać. A! I jeszcze sprawy organizacyjne: zawody oczywiście NIE na śniegu i NIE na zewnątrz. Wewnątrz. W cieple. Na kołderce. Może być na leżąco.

Iwo

Fot.: Magdalena Krukowska

Tekst: Anna Rau