Fryga zostaje wątpiącą planistką

Nie oszukujmy się – kocie dni wyglądają dość podobnie. Codzienny plan ramowy jest uspokajająco znany. Zacznijmy od rana. Pobudka, mycie, sprawdzenie miseczki, krótki galop, pobudka Człowieka, śniadanie. Mycie. Drzemka. Oglądanie świata z okna. Mycie. Drzemka. Zabawa jakimś specjalnie pozostawionym przez Człowieka przedmiotem. Obchód mieszkania. Porządna drzemka. Mycie. Obchód krótszy zakończony na oknie. Piłeczka. Człowiek wraca. Obiad. Wędka. Mycie. Sjesta. Obchód. Drzemka. Okno. Kolacja. Mycie. Trochę sportu ze szczególnym uwzględnieniem tupania. (Wieczorem tupanie dobrze słychać i dobrze, bo to motywuje innych do sportu, a trzeba mieć jakąś misję w życiu). Zdrowy sen. Obchód i krótki galop z tupaniem. Spojrzenie na Człowieka. Znów bardzo zdrowy sen. W trakcie sesje kuwetki – ale to oczywiste. No, i do tego długie rozmyślania, marzenia, plany… Sprawy wyższe. I tak co dzień. WSPA-NIA-LE.

W porównaniu z tym Człowiek prowadzi życie pełne ciągłych zmian, wejść, wyjść, niespodzianek i zmian planów. Wręcz nerwowe. Pospieszne. Rano się spieszy, popołudniu wpada, wieczorem pada. Smutne. Ludzie powinni być bardziej koci. No i więcej czasu poświęcać wędce – mnie i wędce.

Jednocześnie są też denerwująco zagadkowi. Niby tymczasuję u nich sporo czasu, a ciągle nie znam odpowiedzi na wiele pytań.

Dokąd wychodzą Ludzie?

Co tam robią?

Dlaczego nie wychodzą co dzień?

Skąd biorą się te wszystkie rzeczy, jedzenie i zabawki, które przynoszą?

Czy polują?

Są zbieraczami?

Kiedyś wejdę do ludzkiej torby i dowiem się wszystkiego!

Fryga

Fot.: Dominika Bahr

Tekst: Anna Rau