25 Października, 2018

Zefilon, który wie, że już nigdy nie spotka swojej Mamy

Czy Człowiek zastąpi mi Mamę? Wiem, że już nigdy jej nie zobaczę. Bo zniknęła. A ja jej długo szukałem, a potem spotkałem różnych Ludzi i teraz jestem w ciepełku, i z miseczką, tu, gdzie naprawdę jest całkiem przyjemnie. Ale co się stało z moją Mamą?

Było tak: od urodzenia mieszkałem w piwnicach, z Mamą i młodszym przyrodnim bratem. Brat był zupełnie malutki i miał ogonek do góry, a Mama znowu była w ciąży - ale to normalne. Wszystkie moje ciocie bardzo często są w ciąży i nikt przed nikim niczego nie ukrywa. Najczęściej z ciociami i ich kociakami spotykaliśmy się w ogrodzie koło wielkiego czerwonego budynku, koło którego rosło stare drzewo, zwane bukiem. Jak byście chcieli wiedzieć - tam zawsze przyjemnie pachnie gołębiami, bo w dzień mnóstwo ich tam łazi! Przyjemne to, nie? Ale my w dzień tam nie chodzimy, bo wtedy jest za dużo Ludzi, którzy mogą być groźni. I aut, które są straszne! Chodziliśmy więc sobie nocami, a Mama zawsze mówiła, że trzeba szybko-szybko przebiec przez ulicę między jednymi oczami potwora-auta a drugimi, i dobrze ocenić odległość, bo one się nigdy nie zatrzymają. I tak było co dzień, zanim jeszcze urodził się mój brat, i potem też. Ostatnie, co pamiętam, to ciepławy wieczór i wszędzie pełno szeleszczących liści, kiedy Mama, mój przyrodni braciszek z ogonkiem i ja przemknęliśmy przez ulicę, i znaleźliśmy się w ogrodzie. Tylko tam nie do końca było tak, jak zawsze. Jacyś Ludzie coś tam w dzień robili i wszystko inaczej wyglądało! Pełno ziemi i wykopów, i zniknęły te krzaki, za którymi dotąd chodziliśmy, i to mnie niestety zdezorientowało. Chyba w którymś momencie skręciłem nie w tę stronę i nagle znalazłem się w innym miejscu i wśród innych zapachów niż zawsze… Zacząłem więc szukać Mamy i miauczeć, ale jacy Ludzie zaczęli na mnie pokrzykiwać, a potem coś strasznie hałasowało, więc się schowałem pod takim pojemnikiem na różne odpadki i przeczekałem cały jasny dzień. A w nocy znów ruszyłem na poszukiwanie Mamy. Byłem tak głodny, że aż mnie skręcało! Co dzień na naszym podwórku Taki jeden Człowiek z Wózeczkiem zostawiał jedzonko, ale teraz w ogóle nie czułem nic, co przypominałoby ten wózeczek, tego Człowieka i moją Mamę. Znowu zacząłem miauczeć. I zatrzymał się inny Człowiek, taki bez wózeczka. Wabił mnie i położył mi mięsko na boku, na takim kamieniu. Rany, jak to smakowało. Skąd Ludzie biorą mięsko?! I zachęcał mnie do podejścia. I drugi, co mu zaczął towarzyszyć... I mnie złapali. Było strasznie, bo byli duzi i nie są kotami, ale było ciepło, i głaskali mnie po łebku, i mówili „kici kici”. A potem nocowałem u takiego Człowieka, co miał dwa psy, i starał się, żeby mi było zacisznie i żebym jadł. To było miłe.

Myślę, że już nigdy nie zobaczę mojej Mamy. Po prostu się zgubiłem i koniec. Ale i tak miałem szczęście, bo teraz mieszkam u kolejnych miłych Ludzi. Ale co będzie dalej?... Mam nadzieję, że moja Mama zawsze znajdzie coś do zjedzenia. I mój przyrodni brat, co ma jeszcze ma ogonek do góry. Nigdy o nich nie zapomnę.

Zefilon

Fot.: Anna Chyżyńska

Tekst: Anna Rau