Ollim snuje refleksje pomikołajkowe

Na pewno Mikołaja nie ma. Po prostu nie ma. I nie o to chodzi, że wczoraj nic nie dostałem, wcale nie o to. Bo dostałem. Wszyscyśmy coś dostali: bardzo dobre jedzonko i zabawki, i Ludzie się z nami bawili. Było fajnie jak zawsze. Ale… ale miało być wyjątkowo. Bo Koci Mikołaj...

Jak pierwszy raz usłyszałem o Mikołaju, to aż mi się nie chciało wierzyć. O, właśnie, już wtedy mi to podpadło. Że w pewien specjalny dzień przychodzi taki ktoś, kto nam daje to, co najbardziej chcemy. Pomyślałem sobie, że to niemożliwe. I że dlaczego ktoś miałby mi coś dawać. No ale ta historia była dość przekonująca, bo to miał być taki KOCI Mikołaj, i taki lepszy ktoś, ktoś, co dużo może… No to nie powiem, czekałem wczoraj, że zdarzy się coś, czego najbardziej chcę. (Bo do tego mieliśmy się też trochę wcześniej przygotować – i każdy z nas miał wymyślić, czego bardzo, bardzo chce. I miało się spełnić). Czyli jak już przyszło wczoraj, a ja usłyszałem, że jest specjalne mięsko od Mikołaja, i są piłeczki, to sobie pomyślałem, że chyba Mikołaj czegoś nie dosłyszał. Albo że muszę jeszcze chwilkę poczekać. Bo ja chciałem dostać własny dom. Z Ludźmi, którzy by mnie wyjątkowo lubili, tak na zawsze. No, duży prezent chciałem.

Nie wiem, jak to sobie wyobrażałem – że się obudzę i już będę w tym własnym domu? Albo że tak będę siedział, a nagle przyjdą do nas Ludzie i powiedzą: „Ollim, jesteśmy od Mikołaja! Będziemy zawsze razem – cieszysz się?”. No, chyba tak miało być. A było inaczej.

Jedzonko było smaczne, a zabawkami dziś już się bawiłem z samego rana… Może takie życzenie jak moje nie może być spełnione tak od razu? Bo nie chcę skreślać tego Mikołaja. W końcu postarał się, jak mógł. Może miał do dania tylko jeden domek z Ludźmi i dostał do jakiś inny kot. Który mieszka w jakiejś norze, i ciągle jest głodny, i mu zimno. Czyli właściwie dobrze zrobił ten Mikołaj. Ja sobie jeszcze poczekam.

Ollim

Fot.: Monika Stańczak

Tekst: Anna Rau