Dajan zmienia się na nowy rok

Właśnie dowiedziałem się od Limonki, że to teraz jest ten czas, kiedy Ludzie zaczynają spełniać swoje różne szlachetne albo miłe postanowienia, które niedawno zrobili. A robili je w tym dniu, kiedy na zewnątrz wszystko strzelało, błyskało i huczało, i było strasznie. Może dlatego Ludzie robią te całe postanowienia - bo przecież nie wiedzą, czy może to jakiś kataklizm, czy wojna, i tak sobie mówią, że jak przeżyją, to zrobią wszystko po nowemu… To nawet ma sens. Ja też się wtedy schowałem i tak zabunkrowany powtarzałem sobie, że jeśli to się dobrze skończy, to już zawsze będę grzecznym kotem. No, a potem więcej postanowień sobie zrobiłem, kiedy już na zewnątrz przestało strzelać i wylazłem spod fotela. Wiecie, tak na spokojnie. I tak sobie myślę, że moim ulubionym postanowieniem z tych wymyślonych jest zostanie adoptowanym w tym roku. Tak! Ale właściwie nie wiem, czy z tym postanowieniem coś mogę zrobić... Tak żeby je spełnić. To znaczy ono jest możliwe do spełnienia, a przynajmniej ja w to wierzę, ale nie przeze mnie. Ot i tak. Ech. W końcu trochę już czekam na dom. No, ale w zeszłym roku czekałem tak bez planu, a teraz mam postanowienie! Uda się, na pewno się uda. A swoją drogą ciekawe, jakie są te wszystkie ludzkie postanowienia. Gdybym ja był Człowiekiem... No właśnie! Gdybym ja był Człowiekiem, to natychmiast bym postanowił, że adoptuję jakiegoś kota. Najlepiej grzecznego. A pamiętajcie, że ja od kilku dni jestem jeszcze grzeczniejszy niż byłem, więc się świetnie nadaję. A potem – gdybym był Człowiekiem z postanowieniem – jeszcze szybciej popędziłbym i wybrał jakiegoś wspaniałego, grzecznego kota, i zabrał do domu. I dał mu poduszkę, miseczkę, kuwetkę i z godzinkę co dzień, żeby się bawić. I drugą, żeby tego grzecznego kota głaskać. I TO dopiero jest super świetne postanowienie! Właśnie tak, jak się dowiedziałem – postanowienie szlachetne, bo pomaga biednemu kotu bez domku, i miłe – bo mieć kota jest bardzo miło. Zwłaszcza tak grzecznego kota jak ja.

Dajan

Fot.: Monika Stańczak

Tekst: Anna Rau