Ramen snuje opowieść o pewnym pałacu

Śniło mi się że jestem królewiczem. Miałem piękną jedwabną poduszkę, na której co noc spałem pod baldachimem haftowanym w gołąbki. A poduszka co dzień miała nową powłoczkę w kolorze odpowiadającym mojemu nastrojowi. I co rano pokojówka przychodziła polerować mi pazurki i szczotkować futerko bielutką szczoteczką o złotej rękojeści. Zastawę miałem porcelanową – a na brzeżku każdego z naczyń był namalowany mój monogram R z pięknym zawijasem. I dostawałem tylko ulubione mięsko w mnóstwie galaretki i luksusowe chrupki o wyjątkowo kruchej skórce i niesamowicie miękkim środku. A czasem tylko samą galaretkę. A woda dla mnie była specjalnie sprowadzana z gór w dalekiej krainie z racji niesamowitej czystości i odmładzających składników. Miałem też w pałacu – który był ogrooooomny – mnóstwo pokoi tylko do swojej dyspozycji: do zabaw, do rozrywki, do skupienia i do spotkań. Jeden pokój był pełen kłębuszków wełny. Drugi – pełen piłeczek. Trzeci zawierał same puchate zabawki z dzwoneczkami. Czwarty – myszki. Piąty był wypełniony kartonowymi pudełkami do wskakiwania i zeskakiwania. Szósty – miał wszędzie zawieszone na długich wstążkach kulki i ptaki z papieru. I to wszystko szeleściło i powiewało w podmuchach wiatru, i tylko czekało, żeby wyciągnąć po to łapki. A jeden pokój był wypełniony mięciutkimi poduszkami w polarowych powłoczkach, zaś inny wyposażono w rozkoszny dywan z długim włosiem, na którym aż się chciało co chwila polegiwać z łapkami do góry. I każdy z pokojów miał ogromny balkon z widokiem na ulice, ogrody i mosty – każdy na jakiś inny krajobraz, żeby tylko oglądanie było urozmaicone i za każdym razem inne. Miałem też między pokojami mnóstwo długich korytarzy do galopowania i mini korytarzyków do prześlizgiwania się niczym w tunelach czasowych. Miałem własną oranżerię z roślinami do wspinania się i pacania łapką. Miałam motylarnię i ptaszarnię z miliardem ptaszków chętnych do zabawy. Wielki basen z setką zielonych żabek wyskakujących według życzenia na brzeg oraz z istnym milionem błyszczących rybek widocznych przez powierzchnię wody. A przez basen środkiem przeciągnięta była urocza kładka, żeby móc na na niej leżeć w ciepełku i podziwiać tę wodną menażerię. I co ważne - Ruko mieszkał na drugim końcu pałacu w swoich, podobnych do moich, pokojach, więc co dzień spotykaliśmy się dokładnie na środku pałacu i bawiliśmy się do upadłego!!!

Ramen

Fot.: Magda Apa-cz

Tekst: Anna Rau